-Hermiona? - zapytał Zabini, kiedy odsuwaliśmy stół nauczycieli na bok, żeby dostać się do kafelek.
-Tak, Blaise? – zdaję sobie sprawę, że puchar wcale nie musi tu być, wiem, że snom nie zawsze można ufać, ale kim bym była nie próbując? W końcu jak to mówił ojciec chrzestny Harry’ego. „Czym jest życie bez ryzyka?”. W tej chwili zgadzam się z nim w stu procentach.
-Co zrobimy, jeśli nic nie znajdziemy? – spojrzał mi w oczy, kiedy kucaliśmy przy miejscu, które wskazałam. Jego pytanie mnie zaskoczyło. Nie powiem, że nie. Malfoy i Nott spojrzeli na mnie wyczekując co odpowiem czarnoskóremu.
-Myślę, że wtedy wrócimy do biblioteki, jednak jestem pewna… nawet jeśli nie ma tutaj „Pucharu Zeusa” to jest coś innego. Zresztą, za sekundkę się przekonamy. – odpowiedziałam wyjmując różdżkę. – Panowie… uwaga na twarze…
-Reducto! - gdy zaklęcie uderzyło w ziemię, podłoga zaczęła pękać ukazując nam…
-To chyba jakiś kiepski żart! - warknął Malfoy spoglądając na dziurę w podłodze.
-Może to nie tutaj? - stwierdził Theodor.
-Och! Nie. To jest miejsce, którego szukaliśmy. - odpowiedziałam szczęśliwa z widoku jaki miałam przed sobą.
-Hermiona... bez obrazy, ale... Czy ciebie podnieca... beton? -zapytał Blaise patrząc się na mnie jak na wariatkę.
-Ależ wy jesteście ślepi! To nie jest zwykły beton, tylko...
-Stary beton? - dopowiedział opryskliwie Nott.
-Nie tak chciałam to ująć, ale tak. Ten beton jest stary, jednak jeśli mu się przyjrzycie dokładniej, będziecie mogli zauważyć jakieś hieroglify. I na mój rozum jeśli uda nam się je odczytać to ten... jak wcześniej powiedzieliście "stary beton" ukaże nam swoją zawartość.
-Cofam to co powiedziała Theodora! Ten beton jest cool! - krzyknął Diabeł i wszystko byłoby dobrze gdyby nie wydarł się na całą Wielką Sale. A nadchodzące kroki i ciche miauczenie potwierdziły tezę, że Filch wcale nie jest taki głuchy i wolny na jakiego wygląda.
-Zabije cię Zabini! - krzyknął Malfoy rozglądając się za jakąś kryjówką, jednak takowej nie było.
-Wybij okno - zasugerował czarnoskóry, a ja i Draco popatrzeliśmy na niego jak na ostatniego kretyna
-Jasne może jeszcze wdrapiemy się na dach szkoły i wejdziemy do pokoju wspólnego gryffiaków, żeby pogratulować Potter'owi kolejnego O z eliksirów?
-Albo wyjdziemy przez wejście dla nauczycieli? - powiedział lekko rozbawiony Theodor wskazując leniwie na drzwi po naszej lewej.
-Ech... Racja. Tylko jeszcze... - przerwałam słysząc jak ktoś szarpie za klamkę od wrót, po czym słychać szczęk kluczy.
-Diable powiedz, że nie zamknąłeś drzwi tym kluczem? - zapytał Malfoy patrząc na wielki klucz w zamku.
-Nie przewidywałem, że...
-Idzcie już! - powiedziałam szybko rzucając Reparo na dziurę, którą wcześniej zrobiłam.
Uciekliśmy w ostatniej chwili i pognaliśmy do lochów śmiejąc się głośno wiedząc, że woźny nas już nie złapie.
Wiem, że krótki i bardzo za to przepraszam, ale dopiero co odzyskałam laptopa z naprawy i uznałam, że moje niedługo trochę się przedłużyło więc wstawiam to co mam.
Przepraszam za tak długi czas jaki musieliście czekać na ten rozdział. Obiecuję, że następny będzie dłuższy ;)
Bajo :*
środa, 16 listopada 2016
wtorek, 30 sierpnia 2016
Wywiad z Hermioną Riddle
Na prośbę blo dżerki dodam wywiad, a rozdział dopiero po tym jak skomentujecie poprzednie😉😘
Wywiad z Hermioną Nathalie Riddle
Składzik na miotły
Prowadzący - redaktor naczelny Hogwarckich Nowinek: Michael Corner
-Czy mogę mówić do ciebie po imieniu? – zapytał na wstępie Michaś (tak pieszczotliwie nazywamy Michaela w studiu) swoją dzisiejszą rozmówczynię.
-Ech… Wolałabym „O Wielka Pani Riddle” – odpowiedziała patrząc na niego z wyższością. Ten przełknął ślinę poprawiając swój krawat.
-O-oczywieście „O Wielka…”
-Żartowałam. Mów mi po prostu Hermiona – przerwała wyraźnie znudzona podejściem chłopaka.
-A, więc Hermiono, kiedy dokładnie się dowiedziałaś, że jesteś córką Sama-Wiesz-Kogo?
-Zanim odpowiem napomnę tylko, iż zdania nie rozpoczyna się od „A więc” – Michael najwyraźniej nie był zadowolony z jej słów i na chwilę wyłączył dyktafon. Kiedy ponownie go włączył sytuacja w składziku była bardzo napięta. Ślizgonka miała założone na klatce piersiowej ręce i zrobiła naburmuszoną minę zbuntowanej nastolatki.
-Mam zadać następne pytanie? – bąknął równie zdenerwowany krukon.
-Tak byłoby najlepiej.
-Jakie są twoje najgorsze cechy? – nim dziewczyna odpowiedziała zerknęła dyskretnie na kartkę z pytaniami i prychnęła z wdziękiem jak przystało na arystokrację.
-Tam pisze, „Jakie są twoje najlepsze cechy”.
-Literówka.
-Cokolwiek. A odpowiadając na pytanie to sądzę, że bywam zrozumiała, ale bardzo rzadko i tylko wtedy, kiedy sytuacja mnie do tego zmusza. Więcej złych cech raczej nie zauważyłam.
-Ciekawe… - zamyślił się wyraźnie Corner – Ulubione danie?
-Lasagne.
-Najśmieszniejszy epizod w twoim życiu?
-O! Był całkiem niedawno. Siedziałam w pokoju wspólnym Slytherinu i odrabiałam wypracowanie zadane przez Profesor McGonagall, kiedy do środka wpadł Blaise z Pansy. Oboje ciężko dyszeli i byli cali mokrzy. Wypatrzyli mnie i z wielkimi uśmiechami podeszli do kanapy, na której siedziałam. Tyle, że nie usiedli tylko schowali się za oparciem, chciałam ich wypytać, co takiego znowu wyprawiają, jednak…
-Czyli Blaise i Pansy są takimi śmieszkami tak? – przerwał dziennikarz.
-Tak, co rusz wymyślają nowe żarty. Są jak bliźniacy Weasley.
-A, zatem w domu węża nie mieszkają jedynie samolubni arystokraci?
-Oczywiście, że nie! To tylko stereotyp. Owszem zdarzają się pojedyncze przypadki samolubnych arystokratów, ale ślizgoni tak naprawdę są bardzo wyluzowani.
-No powiedzmy, że ci wierzę. Dokończysz swoją opowieść?
-Nim udało mi się cokolwiek powiedzieć jak burza do salonu wpadł Malfoy. Niczym zwierzę polujące na swoją ofiarę rozejrzał się szybko po pokoju i poszedł śladami Zabiniego i Parkinson. Wspomniana dwójka zerwała się do biegu rozpoczynając zabawę w berka z dzikim zwierzem M. zaznaczam, iż oni tak go nazwali. Po chwili zabawa przeistoczyła się w walkę na rzucanie coraz to głupszych zaklęć w przeciwnika. Połowa osób tam przesiadujących skończyła z dziwnymi deformacjami ciała. Wtedy postanowiłam wkroczyć i zakończyć tą dziecinna dziecinadę. Niestety oberwałam zaklęciem bujnych włosów, które zasłoniło mi widok, więc na oślep rzuciłam jęzlep. Celowałam w Draco, bo zaczynał wyraźnie przesadzać z rzucanymi zaklęciami, ale trafiłam w jedzącego babeczkę, Crabba. Na szczęście całą tą maskaradę powstrzymał profesor Snape. Najśmieszniejsze jest to, że na koniec wszyscy zwartą grupą udaliśmy się do Skrzydła. Gdybyś ty widział jak pani Pomefry na nas patrzyła. – Michael nawet nie zauważył, kiedy Hermiona skończyła. Ciągle się śmiał po tym jak usłyszał, że ślizgonka oberwała zaklęciem bujnych włosów. Lecz gdy zobaczył minę arystokratki natychmiast się opanował.
-Naprawdę świetna historia. No to teraz ostatnie pytanko. Gdzie teraz mieszkasz?
-Grrr… Jeśli ty naprawdę sądzisz, że takim niepozornym pytaniem sprawisz, że powiem ci gdzie się mieści kwatera mojego ojca to się grubo mylisz. Ktokolwiek kazał ci to zrobić niech wie, że nigdy nikomu nie powiem! Wywiad uważam za zakończony! Żegnam! – po byłej gryfonce został tylko kurz, który rozpylił się przez jej gwałtowne wstanie i cichnący już odgłos zatrzaskiwanych drzwi.
***
-Co sądzę o Hermionie? – zapytał dla pewności Blaise Zabini nowy przyjaciel ex przyjaciółki Harry’ego Pottera – to naprawdę super osoba. Poza tym gdybyś ty ją widział w piżamce. Ślinka leci na samo wspomnienie. Jest także niezwykle mądrą i błyskotliwą czarownicą, ale to nie moje słowa. Znaczy moje! Zagroziła, że jeśli tego nie powiem to nie odda mi mojego kufra z wszystkimi zapasami Ognistej Whiskey.
-Miona
posiada niezwykłą osobowość. Ma także smykałkę do mody. Oddana przyjaciółka i
pomocna dziewczyna to zdecydowanie jej najlepsze cechy – wyjawiła Pansy
Parkinson.
-Riddle?
Wkurzająca, przemądrzała i nudna. Chociaż zdarza się jej zaszaleć, wtedy super
osoba. – powiedział Draco Malfoy na odchodnym zwalając Michaela z krzesła.
-Ta
zdrajczyni? Myślałem, że była moją przyjaciółką, ale myliłem się. To
najpodlejsza istota na tej ziemi. Razem z tą zgrają arystokratycznych szumowin
zużywa tylko niepotrzebnie Hogwarckie powietrze. Zwłaszcza w bibliotece! –
wykrzyczał Ronald Weasley plując Cornerowi w dyktafon.
Osobiste zdanie dziennikarza:
Hermiona Riddle zdecydowanie jest jedną z tych bardziej zauważalnych uczniów w Hogwarcie. Martwi mnie jednak jej wulgarne zachowanie. Dowiedziałem się dzisiaj bardzo wiele ciekawych informacji na jej temat i mogę „z czystym sumieniem” oznajmić, iż moim zdaniem jest niebezpieczna dla otoczenia i wyraźnie podąża ścieżką swojego ojca, który przypomnę jest najpotężniejszym czarnoksiężnikiem w świecie magii. Żeby jej zbytnio nie pogrążyć mogę dodać, iż w towarzystwie swoich pomagierów jest ciepłą osóbką, potrafiącą okazywać dobre uczucia.
Wywiad z Hermioną Nathalie Riddle
-Ech… Wolałabym „O Wielka Pani Riddle” – odpowiedziała patrząc na niego z wyższością. Ten przełknął ślinę poprawiając swój krawat.
-O-oczywieście „O Wielka…”
-Żartowałam. Mów mi po prostu Hermiona – przerwała wyraźnie znudzona podejściem chłopaka.
-A, więc Hermiono, kiedy dokładnie się dowiedziałaś, że jesteś córką Sama-Wiesz-Kogo?
-Zanim odpowiem napomnę tylko, iż zdania nie rozpoczyna się od „A więc” – Michael najwyraźniej nie był zadowolony z jej słów i na chwilę wyłączył dyktafon. Kiedy ponownie go włączył sytuacja w składziku była bardzo napięta. Ślizgonka miała założone na klatce piersiowej ręce i zrobiła naburmuszoną minę zbuntowanej nastolatki.
-Mam zadać następne pytanie? – bąknął równie zdenerwowany krukon.
-Tak byłoby najlepiej.
-Jakie są twoje najgorsze cechy? – nim dziewczyna odpowiedziała zerknęła dyskretnie na kartkę z pytaniami i prychnęła z wdziękiem jak przystało na arystokrację.
-Tam pisze, „Jakie są twoje najlepsze cechy”.
-Literówka.
-Cokolwiek. A odpowiadając na pytanie to sądzę, że bywam zrozumiała, ale bardzo rzadko i tylko wtedy, kiedy sytuacja mnie do tego zmusza. Więcej złych cech raczej nie zauważyłam.
-Ciekawe… - zamyślił się wyraźnie Corner – Ulubione danie?
-Lasagne.
-Najśmieszniejszy epizod w twoim życiu?
-O! Był całkiem niedawno. Siedziałam w pokoju wspólnym Slytherinu i odrabiałam wypracowanie zadane przez Profesor McGonagall, kiedy do środka wpadł Blaise z Pansy. Oboje ciężko dyszeli i byli cali mokrzy. Wypatrzyli mnie i z wielkimi uśmiechami podeszli do kanapy, na której siedziałam. Tyle, że nie usiedli tylko schowali się za oparciem, chciałam ich wypytać, co takiego znowu wyprawiają, jednak…
-Czyli Blaise i Pansy są takimi śmieszkami tak? – przerwał dziennikarz.
-Tak, co rusz wymyślają nowe żarty. Są jak bliźniacy Weasley.
-A, zatem w domu węża nie mieszkają jedynie samolubni arystokraci?
-Oczywiście, że nie! To tylko stereotyp. Owszem zdarzają się pojedyncze przypadki samolubnych arystokratów, ale ślizgoni tak naprawdę są bardzo wyluzowani.
-No powiedzmy, że ci wierzę. Dokończysz swoją opowieść?
-Nim udało mi się cokolwiek powiedzieć jak burza do salonu wpadł Malfoy. Niczym zwierzę polujące na swoją ofiarę rozejrzał się szybko po pokoju i poszedł śladami Zabiniego i Parkinson. Wspomniana dwójka zerwała się do biegu rozpoczynając zabawę w berka z dzikim zwierzem M. zaznaczam, iż oni tak go nazwali. Po chwili zabawa przeistoczyła się w walkę na rzucanie coraz to głupszych zaklęć w przeciwnika. Połowa osób tam przesiadujących skończyła z dziwnymi deformacjami ciała. Wtedy postanowiłam wkroczyć i zakończyć tą dziecinna dziecinadę. Niestety oberwałam zaklęciem bujnych włosów, które zasłoniło mi widok, więc na oślep rzuciłam jęzlep. Celowałam w Draco, bo zaczynał wyraźnie przesadzać z rzucanymi zaklęciami, ale trafiłam w jedzącego babeczkę, Crabba. Na szczęście całą tą maskaradę powstrzymał profesor Snape. Najśmieszniejsze jest to, że na koniec wszyscy zwartą grupą udaliśmy się do Skrzydła. Gdybyś ty widział jak pani Pomefry na nas patrzyła. – Michael nawet nie zauważył, kiedy Hermiona skończyła. Ciągle się śmiał po tym jak usłyszał, że ślizgonka oberwała zaklęciem bujnych włosów. Lecz gdy zobaczył minę arystokratki natychmiast się opanował.
-Naprawdę świetna historia. No to teraz ostatnie pytanko. Gdzie teraz mieszkasz?
-Grrr… Jeśli ty naprawdę sądzisz, że takim niepozornym pytaniem sprawisz, że powiem ci gdzie się mieści kwatera mojego ojca to się grubo mylisz. Ktokolwiek kazał ci to zrobić niech wie, że nigdy nikomu nie powiem! Wywiad uważam za zakończony! Żegnam! – po byłej gryfonce został tylko kurz, który rozpylił się przez jej gwałtowne wstanie i cichnący już odgłos zatrzaskiwanych drzwi.
-Miona
posiada niezwykłą osobowość. Ma także smykałkę do mody. Oddana przyjaciółka i
pomocna dziewczyna to zdecydowanie jej najlepsze cechy – wyjawiła Pansy
Parkinson.
-Riddle?
Wkurzająca, przemądrzała i nudna. Chociaż zdarza się jej zaszaleć, wtedy super
osoba. – powiedział Draco Malfoy na odchodnym zwalając Michaela z krzesła.
-Ta
zdrajczyni? Myślałem, że była moją przyjaciółką, ale myliłem się. To
najpodlejsza istota na tej ziemi. Razem z tą zgrają arystokratycznych szumowin
zużywa tylko niepotrzebnie Hogwarckie powietrze. Zwłaszcza w bibliotece! –
wykrzyczał Ronald Weasley plując Cornerowi w dyktafon.
niedziela, 7 sierpnia 2016
Zawieszam, ale nie do końca
Nie wiem, czy ktoś w ogóle tu zagląda, nie będę już się rozpisywać, dlatego tych, którzy nie chcą, aby blog był zawieszony odsyłam do NOTATNIKA.
czwartek, 4 sierpnia 2016
Ważna informacja
Witam.
Mam przykrą informację. Nie wiem czy ktokolwiek oczekuje wywiadu z Hermioną, jeśli tak to bardzo przepraszam, ale nie mam weny, ani chęci, żeby się za to zabrać. Tak więc przekładam go na następny tydzień.
Pozdrawiam
Aki Aki
Ps. + proszę o jakiekolwiek komentarze. Chciałabym wiedzieć czy ktoś w ogóle to przeczytał.
Ze względu na zawieszenie bloga ta informacja jest nieważna.
Wywiad ukaże się, albo w następnym tygodniu, albo później.
W notatniku dowiecie się dlaczego tak zadecydowałam.
Mam przykrą informację. Nie wiem czy ktokolwiek oczekuje wywiadu z Hermioną, jeśli tak to bardzo przepraszam, ale nie mam weny, ani chęci, żeby się za to zabrać. Tak więc przekładam go na następny tydzień.
Pozdrawiam
Aki Aki
Ps. + proszę o jakiekolwiek komentarze. Chciałabym wiedzieć czy ktoś w ogóle to przeczytał.
Ze względu na zawieszenie bloga ta informacja jest nieważna.
Wywiad ukaże się, albo w następnym tygodniu, albo później.
W notatniku dowiecie się dlaczego tak zadecydowałam.
wtorek, 2 sierpnia 2016
Rozdział 10
Ron
Mam się uspokoić?! JA MAM SIĘ USPOKOIĆ?! Ty zadufana w sobie
wiedźmo! Jak śmiesz? Zdrajczyni! Wariatka! Nie masz prawa mi rozkazywać! Nie,
od kiedy przeszłaś na stronę tego bydlaka! Brzydzę się tobą! BRZYDZĘ! Rozumiesz?! – nie obchodziło mnie już
nawet to, że wszyscy w wielkiej Sali się na nas patrzą. Nie obchodziło mnie to,
że Harry próbował mnie odciągnąć na bok. Nie do końca wiedziałem, dlaczego ja
właściwie tak bardzo znienawidziłem Hermionę. Przecież była moją przyjaciółką.
A teraz, gdy tylko usłyszę jak ktoś wypowiada jej imię czuję jak rośnie we mnie
złość, nie kontroluję tego, co mówię. Słowa wylatują ze mnie jakby ktoś kazał
mi je powiedzieć, nie pozwalając mi samemu zadecydować. Sam przestałem się poznawać.
-Ron! Przestań! – poczułem na ramieniu rękę Harry’ego, który
kolejny raz chciał mnie powstrzymać przed walnięciem pięścią w stół tuż obok
talerza Riddle. Sama ślizgonka wyglądała jakby chciała uciec. Malfoy mierzył we
mnie różdżką. Jakby miało mu to w czymś pomóc. Zabini był w pozie wyjściowej
gotów się na mnie rzucić. Normalnie pewnie bym już sobie odpuścił, ale
przerażenie na twarzy dziewczyny, aż krzyczało, żeby zostać i jej dołożyć
przykrości. Tak… Chcę żeby
cierpiała. A kiedy pęknie, zadam ostateczny cios.
Blaise
Co za cholerny Łasic! Czy on jest naprawdę tak głupi, że
myśli, że ja i Smok pozwolimy mu się dobrać do Miony? Jego niedoczekanie.
-Ron proszę. Uspokój się. Krzyki niczego nie rozwiążą. –
powiedziała jego była przyjaciółka, kiedy zaczął sapać na przemian z wyzywaniem
jej i Malfoya od ślizgońskich szumowin. Brak mu chyba weny na własne
przezwiska. Te są stare jak świat. My sami czasem dla zabawy się tak wyzywamy.
Widać, że wychowany w bezguściu i niedostatku witamin na mózg. Zdecydowanie tego
ostatniego mu potrzeba.
- Mam się uspokoić?! JA MAM SIĘ USPOKOIĆ?! Ty zadufana
w sobie wiedźmo! Jak śmiesz? Zdrajczyni! Wariatka! Nie masz prawa mi
rozkazywać! Nie, od kiedy przeszłaś na stronę tego bydlaka! Brzydzę się tobą! BRZYDZĘ! Rozumiesz?! – Wiedźma! Wariatka! …
Merlinie! On się urwał z dziewiątego wieku! Rodzice go naprawdę nie kochali.
Jego rodzeństwo jest już bardziej normalne niż on. Szczególnie jego
siostra. Ona to się wyrobiła. Wyprzystojniała. A te rude kudły są bardziej
podniecające niż reszty jej rodziny.
-Salazarze. Potrzebuję dziewczyny.
-Ron! Przestań! – odezwał się Potti, który przypomniał
sobie, że ma być wybawicielem słabszych i potrzebujących. Bohater się znalazł.
-Nie! Ona jest zdrajczynią! A zdrajców trzeba tępić! – Dobra
koniec tego dobrego.
-Tak tak kurczaczku. Mały problem widzę w twojej jakże barwnej przemowie.
-Co ty…?
-Widzisz, bo zdrajca to taka osoba, która odstępuje od
wyznawanych ideałów, ktoś, kto zdradza swój naród, lub swoją ojczyznę. Oszukuje
kogoś. A nasza kiedyś Granger nikogo nie zdradziła, a nawet lepiej. Ona
przestała zdradzać w momencie, w którym dowiedziała się, kim są jej prawdziwi
rodzice. Tak, więc drogi Weasley’u, Hermionka jest czysta w takim samym stopniu
jak twoje skarpety brudne i śmierdzące. A zdrajcą to jesteś ty. Od kiedy to
gryfiacy znęcają się nad innymi? – zakończyłem swą mądrą wypowiedź uniesieniem
brwi w wyrazie zwycięstwa. Ale kiedy wszyscy przy stole Slytherinu zrobili
wytrzeszcz oczu postanowiłem im się przyznać do mojego drugiego ja. – Ach… wy
to nigdy nie wierzycie, kiedy powiem coś mądrego. Ale to wina Hermiony i Draco!
-Co ja niby zrobiłem? Twój mózg to nawet do prania się nie
nadaje.
-Chodzi mi o to, że przez was polubiłem bibliotekę i panią
Pince. Niezła z niej kobitka. – no i w tym czasie wydarzyło się parę dziwnych
rzeczy, których nigdy nie zapomnę. Draco upuścił różdżkę, Hermiona zrobiła tępą
minę, a Wybraniec przywalił sobie z liścia. Ronald Weasley puścił z wrażenia
bąka (czuć taki smród jakby skunks był jego krewnym), a profesor McGonagall,
która prawdopodobnie przyszła żeby ogarnąć Wiewióra wytrzeszczyła na mnie oczy.
Podejrzewam, że to przez moją wypowiedź, ale to przecież może chodzić o to, że
to zawsze o niej mówiłem „niezła kobitka”, więc mogła zrobić to z zazdrości.
-Zabini… jesteś totalnym kretynem. Pince?! Chyba nie
będziesz dymał staruszki. Już lepsza jest Sztywna. – skomentował w końcu syn
Lucjusza Malfoya.
-Panie Malfoy! Język!...
-Posiadam. – odpowiedział na naganę Draco pokazując
McDziewicy język.
-Ech… Nieważne. Proszę mi wytłumaczyć, co to było za
przedstawienie przed chwilą.
-Nie uwierzy pani…
-Błagam tylko nie, Zabini. – wzniosła ręce do góry
wicedyrektorka Hogwartu.
-Otóż…
Hermiona
Biegłam przez błonia Hogwartu. Wszędzie były martwe ciała
uczniów szkoły jak i śmierciożerców.
-Musisz dokonać wyboru… - odezwał się kobiecy głos jakby z
oddali. Obejrzałam się dookoła, jednak nie zauważyłam niczego oprócz
niezmienionej dotąd scenerii walczących, żadnych tajemniczych kobiet, ani
żadnej osoby zwracającej na mnie uwagę. Uniknęłam lecące w moją stronę zaklęcie
uśmiercające i skierowałam się do środka zamku. Nagle potknęłam się o martwe
ciało. Spojrzałam na twarz poległego i zdusiłam w sobie krzyk. Ginny.
-To się nie dzieje naprawdę! Zaraz się obudzę i wszystko
minie. – muszę znaleźć Harry’ego, to on jest Wybrańcem nie ja.
-Tylko ty możesz to powstrzymać. Możesz zmienić bieg
historii! Ale musisz się pospieszyć! – znowu ten głos.
-Ale jak?! – zapytałam w pustą przestrzeń. Jednak jak na
złość tym razem nikt mi nie odpowiedział. Dobiegłam do Wielkiej Sali. Tam
rozgrywała się ostateczna walka pomiędzy moim ojcem i Harrym. – Muszę to
powstrzymać… tak? Och… Powodzenia.
Potter powoli tracił siły, a Voldemort jakby rósł w siły.
Zaraz po chłopaku nic nie będzie.
-PRZESTAŃCIE! – krzyknęłam w nadziei, że to ich, chociaż na
chwile oderwie od bitwy na śmierć i życie. Sprawiło tylko tyle, iż odwrócili w
moją stronę głowy. Nieopodal nich leżało ciało Zabiniego, a za nim widać było
Malfoy'a który walczył z Crabbem. Jeszcze dalej stał Ron, tyle, że nie
zachowywał się normalnie. To wyglądało jakby próbował zabić samego siebie.
-Co tutaj widzisz? – ten cholerny głos oczywiście pojawił
się wtedy, kiedy wcale tego nie chciałam.
-Nic z tego nie rozumiem. – odpowiedziałam zła na siebie, bo
nie widziałam sensu w tym, co rozgrywa się przed moimi oczami.
-My jesteśmy odpowiedzią. – powiedział Voldemort tym
„głosem”.
-Odpowiedzią, na co? – coraz bardziej ogarniała mnie panika,
to wszystko jest zbyt zagmatwane. Znienacka stół, przy którym zwykle jadali
nauczyciele odskoczył na bok a na miejscu, w którym stał kafelki zaczęły się
odsuwać ukazując jakiś puchar. Nie, stop. Nie jakiś puchar!
-Puchar Zeusa!
…
Draco
-Jesteś… stuprocentowo pewna? – zapytałem Riddle, kiedy
zamiast pójść na włam do biblioteki ona sobie wymyśliła, że włamiemy się do
Wielkiej Sali. Przyznaje. Zwaliło mnie z nóg. Co ten Potter i Łasic z nią
zrobili? Sam bym w życiu na takie coś nie wpadł. Oszalała. Jeszcze ten
jej zwariowany sen.
-Tak. Ten głos mówił, że mój sen jest odpowiedzią. Warto
sprawdzić, jeśli nie ma tam pucharu, to może jest coś innego. – tak… Riddle i
jej przeczucia.
-Wiesz… Mionka. Ten pomysł, jest totalnie szalony. Chętnie
ci potowarzyszę. – Ech… przynajmniej w jakimś procencie, nawet Blaise wie, jak
bardzo Hermiona zwariowała.
-A ty Malfoy? – zapytała mnie. Raz arystokracie śmierć.
-Jasne. – odpowiedziałem z pewnością siebie, ale czułem
jakby coś miało się stać, jakby całe te poszukiwania „Pucharu Zeusa” miały
jakiś większy cel. Nie podoba mi się to.
-Na, co się zgadzasz? – zapytał nowy głos.
-Theodora? A co ty tutaj robisz? – zagadnął wyraźnie
podenerwowany Diabeł.
-Zdaje się, że nic ciekawego. W odróżnieniu do was. –
odpowiedział Nott z nutką rozbawienia pomieszanego z ciekawością. Wspominałem
już, że Theodorek to spoko gość?
-My tylko… chcieliśmy – zmieszała się Riddle. Na pewno ktoś
napomniał o tym, że jest beznadziejna w kłamaniu.
-Możesz mu zaufać. – powiedziałem spokojnie, próbując się
nie roześmiać na marne tłumaczenie ślizgonki.
I w taki oto sposób zbrataliśmy się z Nottem opowiadając mu
wszystko od początku. Pomijając parę informacji, których dowie się w swoim
czasie.
Nadszedł czas, w którym we czwórkę weszliśmy do głównej Sali
Hogwartu, zapoczątkowując nowe przyjaźnie.
czwartek, 28 lipca 2016
Rocznica bloga
Witam.
Chciałam was poinformować, że dzisiaj jest szczególny dzień na tym blogu, a mianowicie:
ROCZNICA.
Ze względu na to, iż nie mam dostępu do komputera, nie mogę nic tutaj zorganizować.
Dlatego zaraz po tym jak wrócę i oczywiście, po tym jak dodam rozdział zabiorę się za niespodziankę!
Miłego dnia!
Pozdrawiam
Aki Aki
poniedziałek, 18 lipca 2016
Rozdział 9
Draco
Gdy tylko udało mi się
doprowadzić Riddle, do w miarę normalnego stanu funkcjonowania, oraz po
pozwoleniu jej wytrzeć swoje łzy i gluty w moją „na szczęście” nie ulubioną
koszule postanowiliśmy odpuścić sobie nasz włam i wrócić z powrotem do komnat
Slytherinu. Zanim jednak tam zawróciliśmy schowałem Łasica w składziku na
miotły, który dla własnej uciechy wyciszyłem zaklęciem i zamknąłem. Dodatkowo,
żeby było zabawniej zabrałem różdżkę tego tępaka i położyłem ją pod drzwiami.
Ach… Czasem sam się nie mogę nadziwić mojemu geniuszowi. Podśpiewując jedną z
piosenek Fatalnych Jędz podszedłem do byłej gryfonki i ruszyliśmy.
Następnego dnia z samego
rana obudziłem się zalany potem po nocnym koszmarze. Zaczął się całkiem
przyjemnie.
Byłem z Riddle w pokoju
wspólnym ślizgonów, siedzieliśmy na kanapach. Przekomarzałem się z nią,
wyraźnie wygrywając naszą sprzeczkę tak, że dziewczynie brakowało już
argumentów. Nie pamiętam tylko, o co tak naprawdę poszło. I kiedy już
wstaliśmy, żeby wyjść na korytarz, do salonu wpadł Chłopiec-Który-Przeżył-Żeby-Mnie-Wkurwiać
ze swoim rudym naśladowcą. Ten drugi najzwyczajniej w świecie, tak jakby się
czuł jak u siebie w burdelu, podszedł do Hermiony i pociągnął ją na kanapy.
Kiedy jego zdecydowanie za tłusty tyłek opadł z hukiem na kanapy, zaczął
pożerać twarz byłej przyjaciółki. Co pewnie w jego mniemaniu było namiętnym
całowaniem. Powstrzymałem odruch wymiotny i chciałem ich rozdzielić, Miona
chyba była na jakichś prochach, bo oddawała jego „pocałunki” z desperacją,
jakby jej to nie obrzydzało. Bleee. Ale jak już wspomniałem „chciałem”,
niestety Potti najwyraźniej shipował tę dwójkę, ponieważ od razu mnie
zatrzymał. Próbowałem go jakoś wyminąć, jednak nadaremnie. Z każdą sekundą
coraz mniej widziałem śłizgonkę. Na szczęście, a przynajmniej tak mi się
wydawało na schodach pojawił się Blaise. Jednak on też był czymś narąbany. Gdy
tylko zobaczył, kto jest na dole podbiegł do Pottera i go… ledwo przez gardło
mi to przechodzi… przytulił. Nie tak po przyjacielsku, tylko jakby oni… no
wiecie… jakby byli tymi… ten teges… kochankami! Wtedy zobaczyłem jak Wybraniec
łapie go „w tym miejscu” i wskazuje głową dormitoria. Tego już nie wytrzymałem.
Zwymiotowałem na podłogę, a przynajmniej na początku tak mi się wydawało, bo
kiedy ponownie spojrzałem na to cudo, które uciekło z mojego żołądka, ujrzałem
moją ulubioną koszulę. Zacząłem krzyczeć. Po męsku oczywiście, nie jak mała
dziewczynka… i się obudziłem.
Merlinowi dziękowałem, że
jak zawsze nie zapomniałem wyciszyć mojego posłania. Bez większego pośpiechu
wstałem z łóżka i powlokłem się do łazienki. Wziąłem szybki prysznic i się
ubrałem, umyłem zęby i zrobiłem artystyczny nieład z moich włosów. Przejrzałem
się w lustrze.
-Jak zwykle nieziemski!
Sprawdziłem godzinę na
moim wypasionym zegarku, który pokazywał szóstą dwadzieścia i skierowałem moje
kroki do salonu ślizgonów. Oczywiście świecił pustkami, bo kto normalny wstaje
przed siódmą w weekend? … Nieważne. Po wczorajszym załamaniu, Riddle
postanowiłem, że dzisiaj poszukam w bibliotece książek o tym całym „Pucharze
Zeusa”. Ale chyba wolałbym pójść z kimś, w końcu, kto wie, co czai się w
bibliotece.
-Tak, więc postanowione,
idę obudzić Blaise’a.
***
Nie polecam budzenia
Zabiniego bez stanięcia w odpowiedniej odległości z patykiem. Dosłownie,
wypróbował na mnie rzut judo. Mieliście kiedyś takie uczucie, że całe życie
przelatuje wam przed oczami? Wtedy tak miałem. Okropne uczucie. Na szczęście
nic poważnego mi się nie stało… chyba. W każdym bądź razie mój jęk obudził
Theodora, który wcale nie wyglądał na zadowolonego. Co więcej miał żądzę mordu
wypisaną na twarzy.
-Theodora? Wpadło ci coś
do oka? Dziwnie ci drga. – powiedział Diabeł, który, albo był głupi, albo
ślepy. Z daleka można było zauważyć, że Theodor zaraz wyjmie różdżkę i rzuci w
nas Avadą.
-Tak, wasz debilizm. –
odpowiedział, co dziwne spokojnie i wstał z zamiarem udania się do łazienki.
Kiedy tylko zniknął za drzwiami, razem z czarnoskórym westchnąłem z ulgą. Potem
odwróciliśmy do siebie głowy i wybuchliśmy śmiechem.
-Debile! – krzyknął Nott.
Skwitowaliśmy to jeszcze głośniejszym wyciem.
Minęło parę dłuższych
chwil zanim się ogarnęliśmy. Co dziwne nie obudziliśmy Gregory’ego ani Vincenta.
-A tak w ogóle, co ode
mnie chciałeś Smoku? – już prawie zapomniałem, po co tu przyszedłem.
-Chciałbyś się pobawić w
włamywacza?
…
***
Ej! Smoku mam coś! –
usłyszałem niezbyt cichy szept Zabiniego. Szybko przelawirowałem do niego
pomiędzy tymi wszystkimi regałami z książkami.
-Dawaj to – wyrwałem mu
księgę z rąk i zaczęłam czytać na głos:
______________________________________________________________
Od wielu wieków czarodzieje i czarownicy, którzy pragnęli
zdobyć władzę poszukiwali Pucharu Zeusa. Było to naczynie posiadające ogromną
moc. Nie wiadomo jednak jak wielką, gdyż nikt od czasów założycieli Hogwartu
nie posiadał owego przedmiotu. Jego ostatnim właścicielem był Salazar Slytherin.
________________________________________________
-Co to za gówno?! Tyle to
nawet ja wiedziałem. – warknąłem w stronę mojego przyjaciela.
-No szukałem księgi gdzie
było wspomniane o tym pucharku. O patrz! Tam jest coś jeszcze dopisane małym
drukiem! – wskazał palcem ślizgon i rzeczywiście coś tam pisało.
______________________________________________________________
Więcej informacji znajdziesz w Księdze
Starożytności.
Pozdrawiam
Księga Idiotów
______________________________________________________________
-Ty głąbie! Szukałeś
ważnych informacji w „Księdze Idiotów”?!
-Miała fajną okładkę.
-Cokolwiek. Dobra zmywamy
się za półgodziny przychodzi Pince żeby otworzyć bibliotekę. Wrócimy tu w nocy,
ale z Hermioną, bo z tobą to tylko się cofamy.
-Ekhem! Dzięki mnie wiemy,
jakiej księgi szukamy!
Harry
Ginny! – zatrzymałem
wychodzącą na śniadanie dziewczynę.
-Tak? – zapytała zdziwiona
rudowłosa. Odkąd Hermiona trafiła do Slytherinu, dziewczyna stała się mniej
rozmowna. Martwię się o nią. Nadal nie mogę uwierzyć, że Mionka jest córką tego
potwora. Jednak nie podzielam zdania Rona, który sądzi, że skoro ma krew Riddle’a
to jest tak samo okrutna. Jakoś nikomu nic się nie stało, ani nawet nie wygląda
na taką osobę, mogącą posunąć się do zrobienia komuś krzywdy. Przecież znamy
się od sześciu lat. Nie potrafię przestać o niej myśleć jak o przyjaciółce. Sam
Dumbledore mi powiedział, że nie wierzy, iż Herm stałą się zła przez wpływy
Voldemorta. I ja go w tym popieram. Jednak teraz mam inny problem.
-Widziałaś dzisiaj Rona?
Wczoraj nie wrócił do dormitorium. Miał iść na dyżur i od tej pory nikt go nie
widział. – ruda zrobiła przepraszającą minę. Czyli nic nie wie. Zawróciłem z
zamiarem zabrania z dormitorium mapy huncwotów, żeby jeszcze raz ją
przewertować. Może po prostu nie zauważyłem jego kropki. Zatrzymało mnie jednak
pytanie Gin.
-Ty też uważasz, że
Hermiona jest teraz po stronie zła? – zatkało mnie na chwilę, ale przybrałem na
twarz lekki uśmiech.
-Nie. Może być córką
Sama-Wiesz-Kogo, mimo to nadal jest naszą przyjaciółką. Chociaż wstyd mi, bo na
początku nie byłem pewny czy mogę jej ufać. No i lepiej nie wspominaj o tym
Ron’owi, on się denerwuje na samo wspomnienie o niej.
-Pewnie, że mu nie powiem.
Zmienił się. Już sama go momentami nie poznaję. – wyznała.
-Ja również – dodałem w myślach.
Hermiona
Co zrobiliście?! –
zapytałam totalnie wyprowadzona z równowagi. Trwało właśnie śniadanie, a ja
przełknęłam tylko jedną kanapkę. Uspokoiłam się już trochę po wczorajszej
panice. Nadal nie zmieniłam zdania o sobie, po prostu wolę już nad tym nie
rozmyślać. Tak będzie lepiej. Zapomnieć.
-Postanowiliśmy ci trochę
pomóc i poszperaliśmy dzisiaj w królestwie tej starej, spróchniałej…
-Zrozumiałam Blaise. –
przerwałam zanim zdążył dokończyć. Czy tylko ja w tej szkole szanuję tą kobietę?
-No i znaleźliśmy coś…
pomocnego. – dopowiedział Malfoy nakładając na swój talerz Tosta.
-Możesz dokładniej? –
zapytałam przyglądając się mu dokładniej. – Co tam znaleźliście?
-Tylko się nie śmiej
dobra? – rozszerzyłam oczy w wyrazie zdziwienia. Co oni tam znaleźli, że Fretka
czerwieni się jak piwonia na samo wspomnienie?
-No ok. Po prostu mi powiedz,
nic nie może być na tyle upokarzającego, żeby…
-W „Księdze Idiotów” było
napomniane o tym Pucharze. – powiedział szeptem rozglądając się na boki,
sprawdzając czy czasem nikt się nam nie przysłuchuje.
-Co?! – naprawdę chciałam
nie wybuchnąć śmiechem, no przynajmniej próbowałam, bo przepraszam, ale kto by
się nie roześmiał na taką informację?
-Miałaś się nie śmiać –
prychnął Smok i założył ręce na klatkę piersiową w wyrazie zdenerwowania.
-Prze-przepraszam. Gdzie
znaleźliście tą informację?
-Usłyszałaś za pierwszym
razem, nie będę tego powtarzał. I to nie ja znalazłem tę księgę tylko Diabeł.
-Ja was przecież nie
oceniam. – odpowiedziałam spoglądając w stronę Wrót, przez które właśnie
wchodził wkurzony Ronald z wlokącym się za nim Harry'm. Gdy tylko jego wzrok
napotkał mój od razu skręcił w stronę stołu Slytherinu.
-O! Szykują się kłopoty –
powiedziałam wskazując na Weasleya.
Subskrybuj:
Posty (Atom)