poniedziałek, 18 lipca 2016

Rozdział 9

Draco

Gdy tylko udało mi się doprowadzić Riddle, do w miarę normalnego stanu funkcjonowania, oraz po pozwoleniu jej wytrzeć swoje łzy i gluty w moją „na szczęście” nie ulubioną koszule postanowiliśmy odpuścić sobie nasz włam i wrócić z powrotem do komnat Slytherinu. Zanim jednak tam zawróciliśmy schowałem Łasica w składziku na miotły, który dla własnej uciechy wyciszyłem zaklęciem i zamknąłem. Dodatkowo, żeby było zabawniej zabrałem różdżkę tego tępaka i położyłem ją pod drzwiami. Ach… Czasem sam się nie mogę nadziwić mojemu geniuszowi. Podśpiewując jedną z piosenek Fatalnych Jędz podszedłem do byłej gryfonki i ruszyliśmy.

Następnego dnia z samego rana obudziłem się zalany potem po nocnym koszmarze. Zaczął się całkiem przyjemnie.

Byłem z Riddle w pokoju wspólnym ślizgonów, siedzieliśmy na kanapach. Przekomarzałem się z nią, wyraźnie wygrywając naszą sprzeczkę tak, że dziewczynie brakowało już argumentów. Nie pamiętam tylko, o co tak naprawdę poszło. I kiedy już wstaliśmy, żeby wyjść na korytarz, do salonu wpadł Chłopiec-Który-Przeżył-Żeby-Mnie-Wkurwiać ze swoim rudym naśladowcą. Ten drugi najzwyczajniej w świecie, tak jakby się czuł jak u siebie w burdelu, podszedł do Hermiony i pociągnął ją na kanapy. Kiedy jego zdecydowanie za tłusty tyłek opadł z hukiem na kanapy, zaczął pożerać twarz byłej przyjaciółki. Co pewnie w jego mniemaniu było namiętnym całowaniem. Powstrzymałem odruch wymiotny i chciałem ich rozdzielić, Miona chyba była na jakichś prochach, bo oddawała jego „pocałunki” z desperacją, jakby jej to nie obrzydzało. Bleee. Ale jak już wspomniałem „chciałem”, niestety Potti najwyraźniej shipował tę dwójkę, ponieważ od razu mnie zatrzymał. Próbowałem go jakoś wyminąć, jednak nadaremnie. Z każdą sekundą coraz mniej widziałem śłizgonkę. Na szczęście, a przynajmniej tak mi się wydawało na schodach pojawił się Blaise. Jednak on też był czymś narąbany. Gdy tylko zobaczył, kto jest na dole podbiegł do Pottera i go… ledwo przez gardło mi to przechodzi… przytulił. Nie tak po przyjacielsku, tylko jakby oni… no wiecie… jakby byli tymi… ten teges… kochankami! Wtedy zobaczyłem jak Wybraniec łapie go „w tym miejscu” i wskazuje głową dormitoria. Tego już nie wytrzymałem. Zwymiotowałem na podłogę, a przynajmniej na początku tak mi się wydawało, bo kiedy ponownie spojrzałem na to cudo, które uciekło z mojego żołądka, ujrzałem moją ulubioną koszulę. Zacząłem krzyczeć. Po męsku oczywiście, nie jak mała dziewczynka… i się obudziłem.
Merlinowi dziękowałem, że jak zawsze nie zapomniałem wyciszyć mojego posłania. Bez większego pośpiechu wstałem z łóżka i powlokłem się do łazienki. Wziąłem szybki prysznic i się ubrałem, umyłem zęby i zrobiłem artystyczny nieład z moich włosów. Przejrzałem się w lustrze.

-Jak zwykle nieziemski!

Sprawdziłem godzinę na moim wypasionym zegarku, który pokazywał szóstą dwadzieścia i skierowałem moje kroki do salonu ślizgonów. Oczywiście świecił pustkami, bo kto normalny wstaje przed siódmą w weekend? … Nieważne. Po wczorajszym załamaniu, Riddle postanowiłem, że dzisiaj poszukam w bibliotece książek o tym całym „Pucharze Zeusa”. Ale chyba wolałbym pójść z kimś, w końcu, kto wie, co czai się w bibliotece.

-Tak, więc postanowione, idę obudzić Blaise’a.

***

Nie polecam budzenia Zabiniego bez stanięcia w odpowiedniej odległości z patykiem. Dosłownie, wypróbował na mnie rzut judo. Mieliście kiedyś takie uczucie, że całe życie przelatuje wam przed oczami? Wtedy tak miałem. Okropne uczucie. Na szczęście nic poważnego mi się nie stało… chyba. W każdym bądź razie mój jęk obudził Theodora, który wcale nie wyglądał na zadowolonego. Co więcej miał żądzę mordu wypisaną na twarzy.

-Theodora? Wpadło ci coś do oka? Dziwnie ci drga. – powiedział Diabeł, który, albo był głupi, albo ślepy. Z daleka można było zauważyć, że Theodor zaraz wyjmie różdżkę i rzuci w nas Avadą.

-Tak, wasz debilizm. – odpowiedział, co dziwne spokojnie i wstał z zamiarem udania się do łazienki. Kiedy tylko zniknął za drzwiami, razem z czarnoskórym westchnąłem z ulgą. Potem odwróciliśmy do siebie głowy i wybuchliśmy śmiechem.

-Debile! – krzyknął Nott. Skwitowaliśmy to jeszcze głośniejszym wyciem.

Minęło parę dłuższych chwil zanim się ogarnęliśmy. Co dziwne nie obudziliśmy Gregory’ego ani Vincenta.

-A tak w ogóle, co ode mnie chciałeś Smoku? – już prawie zapomniałem, po co tu przyszedłem.

-Chciałbyś się pobawić w włamywacza?

***

Ej! Smoku mam coś! – usłyszałem niezbyt cichy szept Zabiniego. Szybko przelawirowałem do niego pomiędzy tymi wszystkimi regałami z książkami.

-Dawaj to – wyrwałem mu księgę z rąk i zaczęłam czytać na głos:
______________________________________________________________
Od wielu wieków czarodzieje i czarownicy, którzy pragnęli zdobyć władzę poszukiwali Pucharu Zeusa. Było to naczynie posiadające ogromną moc. Nie wiadomo jednak jak wielką, gdyż nikt od czasów założycieli Hogwartu nie posiadał owego przedmiotu. Jego ostatnim właścicielem był Salazar Slytherin.
________________________________________________

-Co to za gówno?! Tyle to nawet ja wiedziałem. – warknąłem w stronę mojego przyjaciela.

-No szukałem księgi gdzie było wspomniane o tym pucharku. O patrz! Tam jest coś jeszcze dopisane małym drukiem! – wskazał palcem ślizgon i rzeczywiście coś tam pisało.
______________________________________________________________
Więcej informacji znajdziesz w Księdze Starożytności.
Pozdrawiam
Księga Idiotów
______________________________________________________________

-Ty głąbie! Szukałeś ważnych informacji w „Księdze Idiotów”?!

-Miała fajną okładkę.

-Cokolwiek. Dobra zmywamy się za półgodziny przychodzi Pince żeby otworzyć bibliotekę. Wrócimy tu w nocy, ale z Hermioną, bo z tobą to tylko się cofamy.

-Ekhem! Dzięki mnie wiemy, jakiej księgi szukamy!

 Harry

Ginny! – zatrzymałem wychodzącą na śniadanie dziewczynę.

-Tak? – zapytała zdziwiona rudowłosa. Odkąd Hermiona trafiła do Slytherinu, dziewczyna stała się mniej rozmowna. Martwię się o nią. Nadal nie mogę uwierzyć, że Mionka jest córką tego potwora. Jednak nie podzielam zdania Rona, który sądzi, że skoro ma krew Riddle’a to jest tak samo okrutna. Jakoś nikomu nic się nie stało, ani nawet nie wygląda na taką osobę, mogącą posunąć się do zrobienia komuś krzywdy. Przecież znamy się od sześciu lat. Nie potrafię przestać o niej myśleć jak o przyjaciółce. Sam Dumbledore mi powiedział, że nie wierzy, iż Herm stałą się zła przez wpływy Voldemorta. I ja go w tym popieram. Jednak teraz mam inny problem.

-Widziałaś dzisiaj Rona? Wczoraj nie wrócił do dormitorium. Miał iść na dyżur i od tej pory nikt go nie widział. – ruda zrobiła przepraszającą minę. Czyli nic nie wie. Zawróciłem z zamiarem zabrania z dormitorium mapy huncwotów, żeby jeszcze raz ją przewertować. Może po prostu nie zauważyłem jego kropki. Zatrzymało mnie jednak pytanie Gin.

-Ty też uważasz, że Hermiona jest teraz po stronie zła? – zatkało mnie na chwilę, ale przybrałem na twarz lekki uśmiech.

-Nie. Może być córką Sama-Wiesz-Kogo, mimo to nadal jest naszą przyjaciółką. Chociaż wstyd mi, bo na początku nie byłem pewny czy mogę jej ufać. No i lepiej nie wspominaj o tym Ron’owi, on się denerwuje na samo wspomnienie o niej.

-Pewnie, że mu nie powiem. Zmienił się. Już sama go momentami nie poznaję. – wyznała.

-Ja również – dodałem w myślach.  

Hermiona

Co zrobiliście?! – zapytałam totalnie wyprowadzona z równowagi. Trwało właśnie śniadanie, a ja przełknęłam tylko jedną kanapkę. Uspokoiłam się już trochę po wczorajszej panice. Nadal nie zmieniłam zdania o sobie, po prostu wolę już nad tym nie rozmyślać.  Tak będzie lepiej. Zapomnieć.

-Postanowiliśmy ci trochę pomóc i poszperaliśmy dzisiaj w królestwie tej starej, spróchniałej…

-Zrozumiałam Blaise. – przerwałam zanim zdążył dokończyć. Czy tylko ja w tej szkole szanuję tą kobietę?

-No i znaleźliśmy coś… pomocnego. – dopowiedział Malfoy nakładając na swój talerz Tosta.

-Możesz dokładniej? – zapytałam przyglądając się mu dokładniej. – Co tam znaleźliście?

-Tylko się nie śmiej dobra? – rozszerzyłam oczy w wyrazie zdziwienia. Co oni tam znaleźli, że Fretka czerwieni się jak piwonia na samo wspomnienie?

-No ok. Po prostu mi powiedz, nic nie może być na tyle upokarzającego, żeby…

-W „Księdze Idiotów” było napomniane o tym Pucharze. – powiedział szeptem rozglądając się na boki, sprawdzając czy czasem nikt się nam nie przysłuchuje.

-Co?! – naprawdę chciałam nie wybuchnąć śmiechem, no przynajmniej próbowałam, bo przepraszam, ale kto by się nie roześmiał na taką informację?

-Miałaś się nie śmiać – prychnął Smok i założył ręce na klatkę piersiową w wyrazie zdenerwowania.

-Prze-przepraszam. Gdzie znaleźliście tą informację?

-Usłyszałaś za pierwszym razem, nie będę tego powtarzał. I to nie ja znalazłem tę księgę tylko Diabeł.

-Ja was przecież nie oceniam. – odpowiedziałam spoglądając w stronę Wrót, przez które właśnie wchodził wkurzony Ronald z wlokącym się za nim Harry'm. Gdy tylko jego wzrok napotkał mój od razu skręcił w stronę stołu Slytherinu.


-O! Szykują się kłopoty – powiedziałam wskazując na Weasleya.

1 komentarz:

  1. Księga Idiotów rządzi xD
    Koszmar Smoczka jest okropny xD jak mogłaś zniszczyć mu ten piękny początek snu?! Hahahaha
    No i mam nadzieję, że Mionka już nie będzie miała takich napadów lękowych):
    Czyżby Harry chciał odzyskać ex przyjaciółkę? Mam nadzieję (:

    OdpowiedzUsuń

CZYTASZ=KOMENTUJESZ!