wtorek, 12 lipca 2016

Powrót pisarki marnotrawnej

Moi drodzy, doskonale zdaję sobie sprawę  że dłuuugo mnie nie było. Miałam sprawy ważne jak i te mniej ważne, ale wracam! Z weną do dalszego pisania. W następnym tygodniu lub pod koniec tego postaram się dodać rozdział.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Rozdział 8

W tym samym momencie ktoś mnie złapał od tyłu i odwrócił w swoją stronę. Stanęłam twarzą w twarz z Blaisem.

-Co jest? – zapytałam trochę zdziwiona tym niespodziewanym ruchem z jego strony. Muszę przyznać, że moje serce w tym momencie waliło w klatkę piersiową tak mocno, jakby miało za chwilę zrobić dziurę i wylecieć w siną dal. Nie dałam tego jednak po sobie poznać, a przynajmniej tak mi się wydaje.

-Nic. Chociaż, w sumie. Tak sobie tylko myślę, czy nie zechciałabyś ze mną zatańczyć? – Wow. Teraz już wiem, dlaczego Smok i Diabeł mają takie powodzenie u dziewczyn w Hogwarcie. Niby nieśmiało, ale jednak stanowczo. A jedno wyklucza drugie. Oni mimo wszystko robią to w taki cudowny sposób. Stop Hermiono! Miałam przecież swatać Blaise’a z Dafne. Czas wcielić swój plan w życie, przy okazji sprawiając, że nikt nie zauważy mojego zniknięcia. Tak! To jest plan idealny. Godny Roveny.

-Przykro mi Diable, ale… - Cholera! Plan idealny. A wymówki to sobie nie wymyśliłam. Szybko rozejrzałam się w poszukiwaniu jakiejś deski ratunkowej i … Będę tego żałowała, no, ale jak to się mówi. Raz kozie śmierć. – Obiecałam Draco, że z nim zatańczę… Teraz. Sam, więc rozumiesz. – Uśmiechnęłam się niewinnie i złapałam za rękaw niczego niespodziewającego się Malfoy’a, ten zaskoczony moim ruchem ledwo utrzymał równowagę i kiedy stał już pewnie na nogach z jego ust wyleciało głośne:

-Kurwa, Granger! Co ci odbiło? – Poczęstowałam go spojrzeniem z serii Gdyby wzrok mógł zabijać. Po czym przesłodzonym głosem, godnym Pansy sprzed lat wyjaśniłam mu całe zajście.

-Ale, Dracusiu! – w tej chwili parę osób, które stały na tyle blisko by usłyszeć naszą rozmowę, w tym mój rozmówca skrzywili się z wdziękiem. – Obiecałam ci przecież, że razem zatańczymy.

-Wcale… - nadepnęłam mu szybko obcasem na nogę, tak żeby nikt nie zobaczył. – Ałł… znaczy… Ten taniec! Prawie o tym zapomniałem. – zaśmiał się nerwowo, by po chwili wyraźnie niedowierzając swoim słowom zajrzał do kubka, który trzymał w ręce, nie do końca pewny, czy aby na pewno w środku znajduje się Ognista. Potrząsnął jednak głową, gdy nic niezwykłego w swoim napoju nie znalazł i z powrotem odwrócił się w moją stronę.

-Tak poza tym… Riddle, nie Granger. - dodałam

-Przeoczenie – machnął lekceważąco ręką, a ja na odchodnym szepnęłam jeszcze do Zabiniego.

-Zapytaj Dafne. Ona na pewno się zgodzi. – i odeszłam od niego z moim największym wrogiem u boku.

***

Dobra Malfoy. Koniec tej szopki. Ja się zmywam. – powiedziałam do księcia Slytherinu i odwróciłam się na pięcie w stronę wyjścia. Lecz zanim zrobiłam pierwszy krok Malfoy Junior zaszedł mi drogę.

-O nie. Tak się nie bawimy Riddle. – pokręcił mi paluszkiem przed nosem jak matka mówiąca dziecku, że takie zachowanie jest niegrzeczne.

-Ale…

-Nie. Teraz ja zadaje pytania.

-Przecież o nic cię jeszcze nie zapytałam.

-Zapomnij…

-Dobra. Więc, do niezobaczenia Malfoy – pomachałam mu ręką na pożegnanie, jednak znów nie zdążyłam zrobić kroku, gdy odwrócił mnie w swoją stronę.

-Gdzie się wybierasz? Myślałem, że nie po to tyle godzin się szykowałaś z dziewczynami, żeby teraz uciekać. – chwilowo zbił mnie z tropu. Po raz kolejny tego wieczoru mój idealny plan okazał się wcale nie być taki idealny.

-Do biblioteki. Szkoda mi marnować taki długi wieczór na bezmyślne upijanie się.- odpowiedziałam starając się brzmieć pewnie. Wyszło jak wyszło… beznadziejnie, ale trzeba mieć nadzieje, że Malfoy tego nie usłyszał, bo jakby nie patrzeć naprawdę mam zamiar pójść do biblioteki.

-Zdaje mi się, że o tej porze twoja oaza nudy jest już zamknięta, co oznacza, że albo wcale się tam nie wybierasz, albo masz zamiar się tam włamać i wtedy, jako twój opiekun idę z tobą.

-Mowy nie ma! To moja sprawa. Ciebie w to nie chcę mieszać.

-Czy ty siebie słyszysz?! Masz zamiar włamać się do królestwa pani Pince i nie chcesz mnie w to mieszać?! – krzyknął oburzony blondyn. Machał przy tym rękami mocno gestykulując.

-Dobra Malfoy. Ale nie krzycz już tak, bo skoro mamy się tam włamać, to chyba lepiej by było jakby nikt o tym nie wiedział. – przez sekundę chłopak wyglądał na skruszonego, chociaż nie jestem pewna czy mi się to czasem nie przywidziało. W drugiej sekundzie wychodziliśmy z salonu, ślizgonów kierując się w stronę biblioteki.

***

Po drodze szybko streściłam Draconowi list od ojca. A on na koniec prychnął głośno.

-I dopiero teraz mi to mówisz Riddle?! Teraz, kiedy idziemy na włam? A na marginesie, po co my w ogóle idziemy do tej biblioteki? Nie lepiej od razu działać? – pokręciłam z politowaniem głową na wszystkie głupie pytania ślizgona.

-Tak dopiero teraz, tak teraz, kiedy idziemy na „włam” – tu zakreśliłam w powietrzu cudzysłów palcami. – Idziemy do tej biblioteki tępaku po to, żeby poszukać informacji o tym gdzie rozpocząć poszukiwania, nie, nie możemy od razu zacząć działać, bo na Salazara! My nic o tym pucharze nie wiemy! – zakończyłam głośno wypuszczając z płuc powietrze.

-Dobra Hermuś, zrozumiałem. Teraz chodź. Zdaje mi się, że słyszę sapanie wiewióra. – powiedział łapiąc mnie za ramię i ciągnąc w stronę schodów. Niestety znając moje szczęście, przypuszczenia tlenionego blondyna okazały się prawdziwe i dosłownie w tym samym momencie, w którym stanęliśmy na pierwszym schodku, zza rogu wyszedł Ron. Gdyby nie to, że nie patrzałam przed siebie tylko w tył, to zapewne dostałabym razem z Malfoy’em zaklęciem ogłuszającym, które rudy rzucił na nas chcąc pozbawić nas szans na wygranie uczciwą, choć nieuczciwą walką.  Szybko pociągnęłam za sobą Smoka w dół i wyjęłam różdżkę z kieszeni.  Szarooki postanowił dodatkowo umilić sobie walkę szydząc z rudzielca.

-Co Łasic? Już nawet nie potrafisz uczciwie wygrać w pojedynku, więc zadecydowałeś, że zaatakujesz nas od tyłu i z łatwością wygrasz. Ale… chwila… ty nawet oszukując nie potrafisz wygrać! – zaśmiał się szaleńczo książę Slytherinu dla efektu łapiąc się za brzuch. I to był jego błąd, bo gdy tylko jego ręce znalazły się poza zasięgiem różdżki, której chyba nawet przy sobie nie miał, Weasley postanowił kolejny raz dzisiaj pozbyć się przeciwnika nie musząc się przejmować, że tamten mu odda. Ale i tym razem mu nie wyszło, i to wcale nie, dlatego, że postanowiłam obronić blondyna. Byłam zbyt sparaliżowana zaklęciem, które wyszło spod warg mojego byłego przyjaciela.

- Sectumsempra! – na swoje szczęście Malfoy wcale nie był taki głupi. Okazało się, że jego różdżka przebywa w tylnej kieszeni spodni. Z niespotykaną szybkością wyjął swój magiczny patyk i odparował zaklęcie, które poznałam już w domu. To zaklęcie powoduje powstawanie głębokich ran ciętych, które mogą doprowadzić do wykrwawienia. Nie mogę uwierzyć, że Ronald je rzucił w stronę Draco, już nawet sam fakt, iż się nienawidzą wcale nie usprawiedliwia tego czynu. To zbyt bestialskie.

-I mówi to dziewczyna, która zabiła własnych rodziców. – odezwało się nagle moje sumienie. Miało racje. Ja jestem bestią. Nie Ron, nie Malfoy… Ja. Wypuściłam z ręki różdżkę i upadłam na kolana. Jestem bestią. Powtarzałam jak mantrę w myślach… Jestem bestią.


Perspektywa Draco Malfoy’a

Durny Wiewiór. Co on sobie myślał, że mnie pokona…? Dobre sobie. Unieruchomiłem go po zaledwie dwóch machnięciach moją różdżką. Odwróciłem się z wyrazem triumfu w stronę Gran… Riddle i… zobaczyłem ją kompletnie przybitą. Co do cholery?

-Riddle?! Co ci? Dostałaś jakimś zaklęciem? – przykucnąłem obok czarnowłosej. Gdy mi nie odpowiedziała zdobyłem się na położenie moich rąk na jej barkach.

- Hej… Riddle… nie bądź taka. Przerażasz mnie. – powiedziałem do niej niemal szeptem… przerażało mnie również, że za nami leży nieruchomy Gryfon. To scena prosto z koszmaru. Po zwycięstwie nad piegowatym kociakiem z Gryffindoru, pocieszam córkę Voldemorta… żyć, nie umierać!

-Jestem bestią – szepnęła tak cicho, że przez chwilę pomyślałem, iż to tylko wymysł mojej bujnej wyobraźni.

-Co? – podniosła głowę i spojrzała mi w oczy, po czym już dwa razy pewniej odpowiedziała:

-Jestem bestią, Malfoy – zaśmiałem się głośno,

-Doprawdy, jesteś niesamowita Riddle. Jak ty jesteś bestią, to ja jestem czarnoskórą baletnicą, która co roku na rozpoczęcie nauki w Hogwarcie wykonuje przed wszystkimi Jezioro Łabędzie razem z Dumbledorem. – ślizgonka zaśmiała się tylko gorzko, co tylko doprowadziło mnie do wniosku, że coś jest z nią nie tak.

-Nic nie rozumiesz Malfoy.

-Więc mnie oświeć. – popatrzyłem hardo w jej załzawione oczy, domagając się jakiegoś wytłumaczenia jej obecnego stanu.

-Zabiłam moich rodziców.

-Zabiłaś Voldemorta?! – teraz to dopiero mi pomieszała w głowie.

-Nie fretko. Zabiłam moich starych rodziców.

-Aaa… i dopiero teraz to sobie uświadomiłaś? – zapytałem trochę zdziwiony zachowaniem dziewczyny.

-Teraz sobie uświadomiłam, że jestem bestią, bo zabiłam ludzi, których przez tyle lat darzyłam miłością. Zabiłam ich patrząc im w oczy. Rozumiesz?! Zabiłam ludzi, dzięki którym wiem, co to jest dobro i miłość.



-JESTEM BESTIĄ! – wrzasnęła na cały korytarz, a ja miałem ochotę załamać się razem z nią. Pierwszy raz poczułem chęć obronienia jej przed złem tego świata, ale czy nie jest już za późno?

poniedziałek, 28 marca 2016

Rozdział 7

Gdzieś, znaczy gdzie? – zapytał Zabini przyjaciela.

-Znaczy, że z dala od ciebie. – odpowiedział  wymijająco blondyn po czym ruszył w stronę swojego dormitorium, jednak ledwo przeszedł dwa kroki, gdy został uderzony jedną z poduszek leżących na kanapie.

-Ej! A to, za co? – odwrócił się gwałtownie i spojrzał na naszą trójkę groźnie. – Które z was to było?

-To ja! – rzekłam odważnie.

-Wcale nie! To ja! – zawtórował mi Blaise.

-Skądże! To ja! – dopowiedziała Pansy, która rzeczywiście była tą, która rzuciła w Dracona. Zaczęliśmy się teatralnie przekrzykiwać, aż w końcu biedny ślizgon o jasnych blond włosach westchnął zmęczony i bez słowa skierował się do swojego dormitorium.

***

Odbiło mu. Totalnie zbzikował. Nigdy przenigdy nie odszedł bez słowa. Przecież on zawsze musiał mieć ostatnie słowo. – powiedziała Parkinson, kiedy zmierzałyśmy razem na śniadanie.

-Gadasz jak pokręcona. Był zmęczony i najwyraźniej nie miał ochoty na przekomarzanie się z nami. – jednak mimo moich słów nie byłam do końca przekonana o swojej racji. Co prawda, rzeczywiście mogło być tak, że Draco nie miał ochoty na głupie zabawy, ale coś niepokojącego było w jego późnym powrocie do kwater Slytherinu. Sam Blaise mówił, że był pewny, iż arystokrata śpi. To daje do myślenia.

-Miona, patrz! – czarnowłosa wskazała na coś przed nami. Spojrzałam się w miejsce, w które wskazywał palec ślizgonki i… Na Godryka! Tuż przy samym wejściu do Wielkiej Sali stali moi przy… byli przyjaciele, ale nie to było takie ciekawe. Najważniejszą rolę w tym wszystkim odgrywali stojący naprzeciw nich, ślizgoni, którzy mierzyli w Gryffonów swoimi różdżkami. Tamci oczywiście nie byli dłużni. Zapowiada się na walkę.

-Ojej… niedobrze. – jęknęłam przerażona poczynaniami chłopaków. Błagam niech przyjdzie jakiś prefekt i ich uspokoi… chwila… ja jestem prefektem!

-Macie natychmiast opuścić różdżki! – wrzasnęłam z mocą w głosie, która nawet mnie zdziwiła i szybkim krokiem podeszłam do zbiorowiska, które zdążyło się zebrać zapewne oczekując niesamowitej walki Gryffindor kontra Slytherin.

-Odejdź Mionka, to sprawa między nami, a tymi kocicami z Gryffindoru. – machnięciem ręki czarnoskóry pokazał mi żebym się odsunęła. W tej chwili nie był tym miłym chłopakiem, tylko tym, który gardzi czarodziejami z „brudną krwią” i mugolami, nie ma serca i jest cyniczny do granic możliwości.

-Kocicami? Serio Blaise? – zapytał rozbawiony Malfoy nie odwracając wzroku od Harry’ego i Rona. Zabini na to pytanie prychnął wyraźnie rozbawiony.

-Nie nazwę ich przecież lwami. To by był zbyt wielki tytuł, który nie oddawałby w sobie jak „cudowni” są.

-No tak racja, nie pomyślałem. Przy Pottim i Wazlibie mój mózg się zacina. Cud, że oni je jeszcze posiadają. Gdybym był mózgiem Łasica już dawno bym zwiał. – na głośne przemyślenia szarookiego zaśmiało się wielu ślizgonów, natomiast gryffoni skwitowali to jedynie rozgniewanymi minami gotowi stanąć w obronie swoich przyjaciół. Mimo, że już nie byłam Gryffonką poczułam sympatię do swoich kolegów i koleżanek ze starego domu, zawsze podobało mi się jak stają w obronie przyjaciół i bezbronnych.

-Zamknij się Malfoy! – ryknął Ron robiąc krok w przód.

-Ej! Spokojnie koteczku! Jeszcze się zmachasz, a my nawet nie zaczęliśmy. – zadrwił Draco uśmiechając się wrednie, jakby wiedział o czymś, o czym dwaj gryffoni nie wiedzą.

-I nie zaczniecie. – powiedziałam stając pomiędzy walczącymi jak na razie słownie uczniami.

-Niby, dlaczego?

-Bo jestem prefektem i odejmę wam punkty, jeśli rzucicie, chociaż jedno zaklęcie. – położyłam dłonie na biodrach jak zawsze, gdy pouczałam Harry’ego i Rona, gdy jeszcze nie wiedziałam, że jestem córką Voldemorta i wiodłam ciężkie życie szlamy.

-Ja też jestem prefektem i…

-Powinieneś dawać przykład Ronaldzie. – dokończyłam za rudzielca. Przez krótki moment wyglądał na skruszonego. Niestety tylko moment, bo zaraz po tym szybko uniósł różdżkę i rzucił zaklęcie rozbrajające w stronę niespodziewającego się takiego ruchu ze strony chłopaka Zabiniego. Mimo to brązowooki w ostatniej sekundzie zdołał odparować atak. Wkurzył się nie na żarty. Z niesłychaną szybkością podniósł swój magiczny patyk celując w niebieskookiego i krzyknął:

-Jęzlep!

-Yghhh…

-Tarantallegra! – rzucił nagle Harry w Blaise’a. Ten śmiejąc się z Weasley’a nawet nie zauważył, że jest atakowany, przez co jego nogi zaczęły wywijać dzikie pląsy.

-Cholera.

-Levicorpus! – tym razem to Książę Slytherinu postanowił zaatakować. Wybraniec z dziwną lekkością odparował zaklęcie i obaj zaczęli się pojedynkować w pojedynkę, jako iż ich przyjaciele zostali wyeliminowani. Natomiast ja odwróciłam się na pięcie i zamierzałam nie ingerować w sprawy tej dwójki, bo jeszcze dostałabym jakimś zaklęciem. Cóż, przynajmniej próbowałam. Zatrzymał mnie tylko na chwilę Diabeł proszący bym zdjęła z niego klątwę pląsających nóg, jednak skwitowałam to jak on wcześniej mi, machnięciem ręki. Podeszłam to czerwonej z wesołości Pansy, która próbowała ukryć swoje rozbawienie zasłaniając twarz włosami i wzięłam ją pod rękę. Lekkim, łukiem ominęłyśmy zbiegowisko zdziwione, że jeszcze żaden nauczyciel nie przyszedł zrobić porządku, raz przykucając byśmy nie dostały jednym z zaklęć, które pofrunęło w naszą stronę i weszłyśmy do Wielkiej Sali.

***

Minerva McGonagall dopadła nas zaraz po tym jak usiadłyśmy przy stole ślizgonów pytając, co to za zamieszanie na korytarzu. Jakby sama nie mogła sprawdzić, leniwa wiedźma. Potulnie odpowiedziałyśmy, że nie mogłyśmy się przedrzeć przez zbyt wielkie zbiorowisko uczniów, aby zobaczyć. Nauczycielka spojrzała na nas tylko zamyślona i szybkim krokiem skierowała się w stronę dzisiejszej atrakcji w Hogwarcie.

***

Lekcje dłużyły mi się dzisiaj niemiłosiernie, chociaż byłam zadowolona, bo jutro jest sobota i dzisiaj będę mogła rozpocząć poszukiwania pucharu Zeusa, zaczynając oczywiście od biblioteki. Poszukam jak najwięcej informacji o nim, przestudiuję je i zabiorę się za szukanie zabytku w miejscach, w których może być ukryty. To najlepszy plan, jaki mam… i jedyny. Oparłam ręce na ławce wzdychając cicho, jak nie znajdę go do świąt to mój ojciec pewnie mnie srogo ukaże, mam nadzieję, że nie padną żadne niewybaczalne zaklęcia.

-Hermiona! – szturchnęła mnie wyraźnie zniecierpliwiona Dafne Greengrass, z którą siedzę na Numerologii. Spojrzałam na nią nie rozumiejąc, dlaczego mnie szturcha.

-Co…

-Lekcja się skończyła. – powiedziała puszczając mi oczko.

-Oh… Dzięki. – wyszczerzyłam w jej stronę zęby. Bardzo ją polubiłam, co prawda była jedną z plotkar w domu węża, jednak nie dało się nie polubić tak żywej osoby. Była jakby damską wersją Zabiniego, dlatego nie zdziwiłam się, gdy wyznała mi, że skrycie podkochuje się w najlepszym przyjacielu Malfoy’a. Oczywiście przy wszystkich udaje zimną dziewczynę, nienawidzącą mugoli i mugolaków szczycącą się czysto krwistymi ideami. Za szczyt honoru uznałam spiknięcie jej z Diabełkiem. Przyjaźnią się już, więc przynajmniej ten punkt mamy za sobą. Dziewczyna jest blond pięknością, mającą piękne szmaragdowo-zielone oczy i wiedzącą jak dobrać garderobę by wyglądać jak bogini, czego zazdrości jej wiele dziewczyn w szkole. Ma młodszą siostrę Astorię, będącą jej lustrzanym odbiciem, z wyjątkiem brązowych jak gorzka czekolada włosów.

-Będziesz na dzisiejszej imprezie? – zielonooka ponownie wyrwała mnie z letargu.

-Eh… raczej nie.

-Dlaczego? Mówię ci, choć, na co dzień wszyscy w domu Salazara wyglądają na sztywnych to, kiedy wyprawiają jakąś imprezkę to normalnie… brak słów!

-Rozumiem, ale miałam w planach posiedzieć w bibliotece i odrobić zadania. – w sumie to nie skłamałam, rzeczywiście wybieram się do biblioteki, jednak odrobienie prac zadanych na weekend ma być tylko bonusem.

-W… bibliotece?! Dziewczyno! Mowy nie ma! Chcesz czy nie zabiorę cię tam i przy okazji zrobię na bóstwo. Poprawił ci się wygląd, więc dużo robić nie muszę. Natychmiast idziemy do dormitorium przekopać twoje ciuszki!

***

Na Salazara! Jak ty to zmieściłaś w kufrze? Przecież tych ubrań jest z miliard! – pisnęła zachwycona, a zarazem zdziwiona Greengrass. Byłyśmy w moim dormitorium i przeglądałyśmy moje ubrania, albo zaczniemy je przeglądać, bo stojąca obok mnie Dafne na chwilkę się zacięła podziwiając moją garderobę. Zapomniałam wspomnieć, że pokój mam cały dla siebie dzięki stanowisku prefekt Slytherinu. Nadal nie mogę zrozumieć, dlaczego Pansy odstąpiła mi stanowisko i wszystkie wygody, jakie się miało dzięki niemu. Gdy zapytałam o to dziewczynę ta tylko wzruszyła ramionami i powiedziała:

-Wolałam mieszkać z dziewczynami, a jak zostałam prefektem musiałam się przenieść do osobnego pokoju i jakoś tak zabrakło mi naszych nocnych ploteczek.

W każdym razie nie kwestionowałam jej wyboru, bo i po co? Tylko cieszyłam się z prywatności, jaką dawała mi osobna sypialnia, łazienka i garderoba.

***

Pokazuj się! Muszę zobaczyć czy dobrze leży. – przymierzałam już setny raz ubrania, jakie wybrała mi Daf. Na początku myślałam, że pójdzie nam to gładko, grubo się myliłam. Raz nie spodobało jej się jak ugina się spódniczka podczas chodzenia, raz bluzka za dużo zakrywała, a jeszcze innym razem zbyt wyzywająco wyglądałam. Wyszłam z łazienki z miną skazańca i przeszłam wzdłuż pokoju i z powrotem, aby panna specjalistka w „spraw by Hermiona Riddle znienawidziła wyzywające ubiory” mogła sprawdzić czy moja miniówa dobrze leży podczas ruchu. Przez dłuższą chwilę była cisza, więc zaniepokojona odwróciłam głowę w stronę oniemiałej córki, Greengrassów. Stała z szeroko rozdziawioną buzią i błyszczącymi z… zachwytu oczami?

-I jak? – zapytałam ostrożnie, gotowa zawołać Pansy, którą blond włosa wywaliła i kazała zaczekać, aż wybierze mi idealne ciuchy i wystylizuje.

-Jest… IDEALNIE! – wrzasnęła dziewczyna i podbiegła do mnie otrzepując z mojej bluzki paproszki, które musiały się do niej przyczepić, podczas gdy rzuciłam ją na ziemię. Oczywiście przypadkowo zamachnęłam się nią i tak jakoś wypadła mi z ręki… Ale to szczegół. Nagle drzwi się otworzyły i do środka wpadła z gotową do zaatakowania jakiegoś nieproszonego gościa różdżką Pan. Jednak, gdy zobaczyła, że nikogo z nami nie ma opuściła ją zdziwiona.

-Nic się nie stało? – spytała dla upewnienia.

-Oczywiście, że się stało! – odpowiedziała, jak na mój gust zbyt głośno Dafne. Parkinson ponownie uniosła swój patyk i podeszła do nas szybko próbując dopatrzeć się jakichś szkód, kiedy schyliła się pod sukienkę szmaragdowookiej, ta szybko od niej odskoczyła i wytłumaczyła powoli, o co jej chodziło.

-Stało się to, że Hermiona wygląda jak bogini, nimfa i w ogóle wygląda BOSKO!  - na te słowa czarnooka ponownie przyjrzała się mojemu stroju.

-Wow. – wydukała tylko, a ja zaniepokojona położyłam rękę na jej czole sprawdzając czy nie ma przypadkiem gorączki.

-Zimne – mruknęłam udając zdziwienie. – A byłam pewna, że jesteś chora.

-Doprawdy, śmieszne Riddle. – skwitowała Parkinson.

-Ha! – krzyknęłam nagle, strasząc przy tym ślizgonki.

-Co jest? – zapytały równocześnie.

-Masz Parkinsona Parkinson! – wszystkie naraz padłyśmy na podłogę i zaczęłyśmy się śmiać w niebogłosy.

***

Po chwilowym napadzie głupawki szybko poszłyśmy się umalować i wybrać strój dla Pansy. Poszło ku mojej radości bardzo szybko, gdyż dziewczyna już wcześniej przygotowała sobie trzy sukienki, które chce ubrać. Wszystkie nałożyłyśmy takie same czarne ośmiocentymetrowe szpilki. Starsza siostra Astorii miała na sobie jasną beżową obcisłą sukienkę, która uwydatniała jej atuty. Swoje włosy pofalowała i teraz swobodnie spoczywały na jej ramionach. Mopsica natomiast ubrana była w czarną koronkową u góry, a rozkloszowaną na dole sukienkę, włosy upięła w niesfornego koka. Ja nałożyłam czarną miniówę i falbankową kremową bluzeczkę, zostawiłam swoje włosy takie, jakie były, czyli proste i zarzucone do tyłu. Kiedy weszłyśmy do salonu impreza dopiero się rozkręcała. Wszyscy chłopacy, których mijałyśmy wpatrywali się w nas jak w obrazek rozdziawiając przy tym usta i pozwalając, by ślina ciekła im po brodzie.


-To norma, nie martw się. – szepnęła mi czarnowłosa. W tym samym momencie ktoś mnie złapał od tyłu i odwrócił w swoją stronę. Stanęłam twarzą w twarz z…

sobota, 19 marca 2016

Rozdział 6

Dlaczego się tak dzieje, że w jednym momencie tracimy przyjaciół, którzy mieli być na zawsze?

Nie mogę tego zrozumieć. Wiem, że się zmieniłam, wiem, że teraz nie jestem podobna do tej starej Hermiony i wiem, że teraz nie jestem gryffonką, ale wiem też, że nic złego jeszcze nikomu nie zrobiłam. Więc skąd się wzięły wszędzie te nienawistne miny?

-Bo jesteś córką Voldemorta idiotko! - odpowiedziała moja podświadomość.

-No tak. Głupie pytania. - szepnęłam do siebie.

-Coś mówiłaś? - zapytała mnie Pansy, która szła obok mnie. Zmierzałyśmy właśnie do gabinetu Dumbledora, by poinformować go, że Parkinson oddała mi swoją posadę prefekta, żeby mógł to zatwierdzić w jakichś tam papierach.

-Nie. - odpowiedziałam dosłownie sekundę przed tym jak zderzyłam się z czyimś ciałem. Ślizgonka wciągnęła głośno powietrze, a osoba, na którą wpadłam podała mi rękę, pomagając wstać z podłogi. I wtedy spojrzałam mu w twarz.

-Harry. - powiedziałam cicho, niedowierzając mojemu pechowi.  Chłopak podrapał się po głowie, jak zawsze, gdy znajdował się w niezręcznej dla niego sytuacji.

-Hermiona… Eh… przepraszam, nie patrzyłem przed siebie idąc. – wytłumaczył mi i już chciał mnie wyminąć, kiedy Pansy zabrała głos.

-Tylko tyle Potter? Wpadasz na swoją najlepszą przyjaciółkę i nawet się nie przywitasz?

-Ja… Yyy… Naprawdę się spieszę. Przepraszam. – odszedł pospiesznie nie odwracając się za siebie. Westchnęłam cicho.

-Chodź Pan.

***

Czyli mam rozumieć, że panna Parkinson rezygnuje ze swojego obowiązku prefekta Slytherinu na rzecz panny Riddle? – podsumował dyrektor po tym jak z czarnowłosą przedstawiłyśmy mu naszą decyzję.

-Tak – odpowiedziałyśmy równocześnie. Albus Dumbledore spojrzał na nas swoim prześwitującym wzrokiem.

-No cóż, jeśli panna Riddle chce się podjąć stanowiska, nie mam nic przeciwko. – w tej chwili myślałam, że spadnę z krzesła.

-Naprawdę?! – wymsknęło mi się, jednak szybko zakryłam sobie usta.

-Naprawdę. – potwierdził starzec. W tej samej chwili rozległo się pukanie do drzwi.

-Proszę – krzyknął od razu Dumbledore. Do gabinetu weszła z gracją profesor McGonagall i na mój i Pansy stanęła jak wryta.

-Oh

-Pani profesor. Czy coś się stało? – zapytał nieco rozbawiony dyrektor Hogwartu.

-Eee… Albusie, ja przyszłam właśnie z tobą porozmawiać. – odpowiedziała kobieta. Jednak, gdy zobaczyła nasze miny, od razu dodała - Na osobności.

-Oczywiście, właśnie skończyliśmy, możecie już wyjść dziewczynki. – posłusznie wstałyśmy i ruszyłyśmy w stronę wyjścia. Zanim wyszłyśmy powiedziałyśmy obie <<Dowidzenia>>, a ja mogłabym przysiąc, że Dumbledore mrugnął mi na pożegnanie.

***

Czekaj, bo ja chyba nie zrozumiałam… Chcesz mi powiedzieć, że masz znaleźć dla swojego ojca puchar Zeusa?! – krzyknęła Parkinson, po tym jak opowiedziałam jej i Blaise’owi o liście od Voldemorta.

-Dopisuje się do pytanio-krzyku! – powiedział podekscytowany Zabini i zaczął machać ręką, żeby zwrócić na siebie moją uwagę, a ja zaśmiałam się na jego dziecinne zachowanie.

-No tak, Pansy. – dziewczyna otworzyła z wrażenia buzię.

-Super.

-Ale chwila, chwila – zaczął ślizgon – Co z Draco? Chyba mu też o tym powiesz, co nie?

-No… tak, Blaise

-Masz zamiar dzisiaj mówić "no tak", czy przejdziemy już do momentu, w którym to nam się żalisz, że mu nie ufasz…

-Kto, komu nie ufa? – zapytał Malfoy, który właśnie wszedł do salonu Slytherinu. Wszyscy spojrzeliśmy na niego wystraszeni.

-Stary… Myślałem, że ty już dawno śpisz w swoim dormitorium. – zaczął biedny Zabini wstając z podłogi, na którą upadł, gdy blondyn się odezwał
  

-Byłem… Gdzieś…

piątek, 19 lutego 2016

Rozdział 5




 
Hogwart od zawsze kojarzył mi się z domem. Spędziłam w nim swoje najpiękniejsze dni. Nauczyłam się wielu wspaniałych rzeczy, poznałam wspaniałych przyjaciół. Nic się w nim nie zmieniło od końca piątej klasy. Właśnie. W poprzedniej klasie, stało się tak wiele złego. Umbridge opanowała wszystkich w szkole magii i czarodziejstwa, wygoniła Albusa Dumbledora z jego stanowiska dyrektora, sama je zajmując, torturowała swoimi głupimi piórami Harry'ego, jak i każdego ucznia, który choć odrobinę nagiął jej zasady, Śmierciożercy zwabili naszą gwardię Dumbledora do Ministerstwa Magii, próbując przechwycić od Pottera przepowiednie, dotyczącą zarówno bliznowatego jak i samego Lorda Voldemorta, na całe szczęście mój przyjaciel zniszczył ją, zanim ktokolwiek zdążył odsłuchać jej zawartość, niestety cena jaką za to zapłacił, była zbyt okrutna. Syriusz Black został zabity przez Bellatrix. Idąc teraz korytarzem w stronę wielkiej sali, zastanawiam się czy naprawdę tak bardzo, zaklęcie, które rzucono na mnie w dzieciństwie mnie zmieniło. Chciałabym móc wybrać, jaka będę, ale przecież... jeśli nie jestem ta dobra, tylko zła, to czy mogę być tą starą Mioną. To takie skomplikowane.


Zanim się obejrzałam dotarłam razem ze wszystkimi do miejsca przydziału i siedziałam przy stole Gryffonów, po raz ostatni, będąc Gryffonką. Pierwszoroczni jak co roku stali przy podeście obok mównicy. Profesor MacGonagall w swoim ciasnym koku, wyczytywała imiona i nazwiska, świeżo upieczonych młodych czarodziejów. Cały ten czas byłam myślami daleko w chmurach, do momentu, gdy Ron szturchnął mnie w ramię.


-H-Hermiona, zostałaś wyczytana, o co chodzi? - powiedział ze zdziwioną miną. W sumie wszyscy w sali mieli takie same. No bo od kiedy to uczennica z sześcioletnim stażem ma stawać znowu do wyboru. Wstałam ze swojego miejsca i z uśmiechem na twarzy pomaszerowałam w stronę Tiary Przydziału. Przechodząc obok innych stołów usłyszałam parę szeptów, które oczywiście dotyczyły mnie. Jeden uczeń z Hufflepuffu odważył się nawet powiedzieć "pewnie przenoszą ją do Ravenclawu, bo jest za mądra na Gryffonkę" na tyle głośno by wszyscy go usłyszeli. Nie przejmując się wpatrującymi się we mnie hogwartczykami usiadłam na małym krzesełku, a opiekunka mojego... jeszcze domu włożyła mi czapkę na głowę. Ledwo dotykając moich włosów z fałdów Tiary rozległ się krzyk.


-Slytherin! - wszyscy jak na komendę wytrzeszczyli na mnie oczy. Lekko parsknęłam i odezwałam się po raz pierwszy tego wieczoru.


-Pani Profesor, nastąpiła pomyłka...


-To szlama! Ona nie może być w domu węża! To hańba dla czystokrwistych!


-T...tak, ma pani rację panno Granger to musi być pomyłka....


-Och... nie. JA nie mówię o przydziale, tylko o moim nazwisku. Tak naprawdę nazywam się Hermiona Riddle.


W chwili gdy to powiedziałam wydarzyło się parę istotnych jak i tych nieistotnych rzeczy. Ronald wstał ze swojego miejsca i wyciągnął różdżkę w moją stronę przygotowując się do rzucenia zaklęcia... żałosne...Od zawsze zdawałam sobie sprawę, że za dużo w jego pustej głowie to się nie dzieje, no ale, aż tak... żeby ruszać na mnie w szkole i to na dodatek przy wszystkich nauczycielach i uczniach. Pomijając oczywiście fakt, że jednym machnięciem moim magicznym patykiem wytrąciłam mu broń z ręki. I kiedy jego drewniane gówno, które i tak nigdy mu się do niczego nie przydało upadło na podłogę przez chwilę myślałam, że zaraz się na mnie rzuci, jednak zamiast tego powiedział coś, za co jeszcze parę tygodni temu bym go zamordowała, a potem wypłakiwała oczy w łazience. Teraz jednak nie zrobiło to na mnie większego wrażenia, a nawet trochę mnie rozbawiło.


-Ty szlamo! - postanowiłam jednak, że pora pokazać tej wiewiórce jak odzywa się do lepszych.


-Przykro mi..., ale chyba nie zauważyłeś jednej bardzo istotnej informacji. Mam miliard razy czystszą krew niż ty...


-Jak śmiesz...


-Panie Weasley! Panno Gran...Riddle! To nie jest czas na tego typu sprzeczki. Proszę, abyście udali się do swoich stołów - powiedziała profesor McSztywna, a my posłusznie udaliśmy się w stronę naszych miejsc. Do końca uczty nie zdarzyły się żadne warte opisu sytuacje.


***


Dzień później na Transmutacji z profesor McGonagall i Gryffonami całkiem świetnie się bawiłam siedząc w ławce z Pansy przed Malfoy'em i Zabinim. Oczywiście na samym początku lekcji przypominaliśmy sobie zaklęcia sprzed roku, a ja uznałam, że fajnie by było pokazać Gryffonom jak świetną koleżankę stracili. Więc gdy tylko nadarzała się okazja do zdobycia jakichś dodatkowych punktów dla Slytheriunu nie wahałam się i podnosiłam swoją rękę do góry. Większość mieszkańców domu Salazara Slytherina po tym jak wczoraj dowiedziało się czyją córką jestem, niemal na każdej przerwie próbuję się ze mną "zaprzyjaźnić", co oczywiście wychodzi im tak sztucznie, że mam ochotę powiedzieć co myślę o ich zachowaniu, wspominając przy tym, jak łatwo jest dla mnie pójść do sowiarni i wysłać list do mojego ojca z informacją, że paru uczniów utrudnia mi życie w szkole. To byłoby oczywiście kłamstwo, bo nie mam zamiaru wysyłać listów do Voldemorta po tym jak po wczorajszej uczcie dostałam list od niego. Nie dość, że musiałam przeciąć sobie dłoń, by krwią otworzyć zawartość, to właśnie słowa które widniały na pergaminie były najgorsze.


Droga Córko!


Razem z twoją rodzicielką chciałbym Ci złożyć gratulację. Byliśmy mile zaskoczeni, gdy Severus poinformował nas, że trafiłaś do domu Salazara Slytherina. (Jakby nie wiedział, że tam trafię) Chcielibyśmy życzyć ci samych najlepszych wyników. (On tak serio? Przecież sam mi mówił dzień przed wyjazdem do Hogwartu, że oczekuje samych wybitnych, by nie zhańbić dobrego mienia rodziny... Jeszcze czego, gdyby w ogóle ktoś szanował jego rodzinę, przecież on jest wrogiem numer 1 dla całego magicznego świata, wszyscy się go boją, wielu go nienawidzi, a on tu wyskakuje o mieniu rodziny...może jeszcze domek pośrodku Londynu wśród mugoli do tego? On wyraźnie sobie ze mnie kpi!) Dodatkowo pragnę cię poinformować, że nie życzę sobie, abyś zadawała się z Gryffonami, to byłoby niestosowne, patrząc na to, że ich nienawidzę, a oni mnie, w tym również Ciebie. Sama pewnie rozumiesz. Przypominam Ci także, że masz się trzymać z paniczem Malfoyem i Zabinim, których poprosiłem, aby Cię pilnowali, dniem i nocą (bez żadnych podtekstów. To ma być tylko jako Twoja ochrona, zero romansów!) (Już widzę jak on ich prosi o moją ochronę. Pewnie na dzień dobry pokazał im jakieś zwłoki i powiedział, że jeśli nie będą się mną opiekować to następnym razem ich rodzice zobaczą zwłoki swoich jedynych dzieci, też mi coś!) Na koniec powierzam Ci zadanie. Do przerwy bożonarodzeniowej masz znaleźć i przynieść dla mnie pewną pamiątkę. Mianowicie Puchar Zeusa, który bardzo się przyczyni do mojego zwycięstwa. Jest on wielkości zwykłej szklanki. Nie posiadam szczegółowych danych o jego wyglądzie ze względu na to, iż od setek lat jest uznany za zaginiony, jego ostatnim właścicielem był sam Salazar. Gdy napijesz się z pucharu twoja magiczna moc podwaja się, dając ci niewyobrażalnie dużo mocy. Więcej nie Ci wyjawić.

Z wyrazami szacunku


Tom Marvolo Riddle

czwartek, 18 lutego 2016

Kilka zmian!

Drodzy czytelnicy!
Czas ogłosić mój oficjalny powrót!
Rozdział piąty mam już prawię napisany i do końca tygodnia na 100% wstawię. Teraz obiecuję, że będę się bardziej wywiązywała z moich obowiązków związanych z blogiem.
Dlatego wprowadziłam kilka zmian...
Mianowicie:
-Zakładka "Następny rozdział" - w której możecie sprawdzić kiedy ukaże się, jak sama nazwa mówi następny rozdział i przeczytać jego fragment,
-Zakładka "Błędy" - w której możecie zwrócić mi uwagę na jakieś mniejsze, lub większe niedociągnięcia na blogu,
-Ankieta - czy chcecie perspektywę innych bohaterów, jeśli tak zapraszam do kolejnej ankiety,
-Ankieta 2 - pyta którego z niżej wymienionych bohaterów perspektywę chcielibyście przeczytać.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Prorok codzienny !

Witam. Na początek chciałabym przeprosić za brak rozdziału, ale niestety przez czawrtek, piątek i cały weekend byłam chora, przez co dopiero teraz wchodzę na bloga. Nadal nie mam kompletnie na nic siły. A na bloga nie mam i tak czasu przez szkołę.
Dlatego następny rozdział ukaże się w lutym (5-6 dokładniej), gdyż dopiero wtedy będę miała na 100% czas.
Bardzo przepraszam jeśli kogoś zawiodłam. Do usłyszenia.