piątek, 19 lutego 2016

Rozdział 5




 
Hogwart od zawsze kojarzył mi się z domem. Spędziłam w nim swoje najpiękniejsze dni. Nauczyłam się wielu wspaniałych rzeczy, poznałam wspaniałych przyjaciół. Nic się w nim nie zmieniło od końca piątej klasy. Właśnie. W poprzedniej klasie, stało się tak wiele złego. Umbridge opanowała wszystkich w szkole magii i czarodziejstwa, wygoniła Albusa Dumbledora z jego stanowiska dyrektora, sama je zajmując, torturowała swoimi głupimi piórami Harry'ego, jak i każdego ucznia, który choć odrobinę nagiął jej zasady, Śmierciożercy zwabili naszą gwardię Dumbledora do Ministerstwa Magii, próbując przechwycić od Pottera przepowiednie, dotyczącą zarówno bliznowatego jak i samego Lorda Voldemorta, na całe szczęście mój przyjaciel zniszczył ją, zanim ktokolwiek zdążył odsłuchać jej zawartość, niestety cena jaką za to zapłacił, była zbyt okrutna. Syriusz Black został zabity przez Bellatrix. Idąc teraz korytarzem w stronę wielkiej sali, zastanawiam się czy naprawdę tak bardzo, zaklęcie, które rzucono na mnie w dzieciństwie mnie zmieniło. Chciałabym móc wybrać, jaka będę, ale przecież... jeśli nie jestem ta dobra, tylko zła, to czy mogę być tą starą Mioną. To takie skomplikowane.


Zanim się obejrzałam dotarłam razem ze wszystkimi do miejsca przydziału i siedziałam przy stole Gryffonów, po raz ostatni, będąc Gryffonką. Pierwszoroczni jak co roku stali przy podeście obok mównicy. Profesor MacGonagall w swoim ciasnym koku, wyczytywała imiona i nazwiska, świeżo upieczonych młodych czarodziejów. Cały ten czas byłam myślami daleko w chmurach, do momentu, gdy Ron szturchnął mnie w ramię.


-H-Hermiona, zostałaś wyczytana, o co chodzi? - powiedział ze zdziwioną miną. W sumie wszyscy w sali mieli takie same. No bo od kiedy to uczennica z sześcioletnim stażem ma stawać znowu do wyboru. Wstałam ze swojego miejsca i z uśmiechem na twarzy pomaszerowałam w stronę Tiary Przydziału. Przechodząc obok innych stołów usłyszałam parę szeptów, które oczywiście dotyczyły mnie. Jeden uczeń z Hufflepuffu odważył się nawet powiedzieć "pewnie przenoszą ją do Ravenclawu, bo jest za mądra na Gryffonkę" na tyle głośno by wszyscy go usłyszeli. Nie przejmując się wpatrującymi się we mnie hogwartczykami usiadłam na małym krzesełku, a opiekunka mojego... jeszcze domu włożyła mi czapkę na głowę. Ledwo dotykając moich włosów z fałdów Tiary rozległ się krzyk.


-Slytherin! - wszyscy jak na komendę wytrzeszczyli na mnie oczy. Lekko parsknęłam i odezwałam się po raz pierwszy tego wieczoru.


-Pani Profesor, nastąpiła pomyłka...


-To szlama! Ona nie może być w domu węża! To hańba dla czystokrwistych!


-T...tak, ma pani rację panno Granger to musi być pomyłka....


-Och... nie. JA nie mówię o przydziale, tylko o moim nazwisku. Tak naprawdę nazywam się Hermiona Riddle.


W chwili gdy to powiedziałam wydarzyło się parę istotnych jak i tych nieistotnych rzeczy. Ronald wstał ze swojego miejsca i wyciągnął różdżkę w moją stronę przygotowując się do rzucenia zaklęcia... żałosne...Od zawsze zdawałam sobie sprawę, że za dużo w jego pustej głowie to się nie dzieje, no ale, aż tak... żeby ruszać na mnie w szkole i to na dodatek przy wszystkich nauczycielach i uczniach. Pomijając oczywiście fakt, że jednym machnięciem moim magicznym patykiem wytrąciłam mu broń z ręki. I kiedy jego drewniane gówno, które i tak nigdy mu się do niczego nie przydało upadło na podłogę przez chwilę myślałam, że zaraz się na mnie rzuci, jednak zamiast tego powiedział coś, za co jeszcze parę tygodni temu bym go zamordowała, a potem wypłakiwała oczy w łazience. Teraz jednak nie zrobiło to na mnie większego wrażenia, a nawet trochę mnie rozbawiło.


-Ty szlamo! - postanowiłam jednak, że pora pokazać tej wiewiórce jak odzywa się do lepszych.


-Przykro mi..., ale chyba nie zauważyłeś jednej bardzo istotnej informacji. Mam miliard razy czystszą krew niż ty...


-Jak śmiesz...


-Panie Weasley! Panno Gran...Riddle! To nie jest czas na tego typu sprzeczki. Proszę, abyście udali się do swoich stołów - powiedziała profesor McSztywna, a my posłusznie udaliśmy się w stronę naszych miejsc. Do końca uczty nie zdarzyły się żadne warte opisu sytuacje.


***


Dzień później na Transmutacji z profesor McGonagall i Gryffonami całkiem świetnie się bawiłam siedząc w ławce z Pansy przed Malfoy'em i Zabinim. Oczywiście na samym początku lekcji przypominaliśmy sobie zaklęcia sprzed roku, a ja uznałam, że fajnie by było pokazać Gryffonom jak świetną koleżankę stracili. Więc gdy tylko nadarzała się okazja do zdobycia jakichś dodatkowych punktów dla Slytheriunu nie wahałam się i podnosiłam swoją rękę do góry. Większość mieszkańców domu Salazara Slytherina po tym jak wczoraj dowiedziało się czyją córką jestem, niemal na każdej przerwie próbuję się ze mną "zaprzyjaźnić", co oczywiście wychodzi im tak sztucznie, że mam ochotę powiedzieć co myślę o ich zachowaniu, wspominając przy tym, jak łatwo jest dla mnie pójść do sowiarni i wysłać list do mojego ojca z informacją, że paru uczniów utrudnia mi życie w szkole. To byłoby oczywiście kłamstwo, bo nie mam zamiaru wysyłać listów do Voldemorta po tym jak po wczorajszej uczcie dostałam list od niego. Nie dość, że musiałam przeciąć sobie dłoń, by krwią otworzyć zawartość, to właśnie słowa które widniały na pergaminie były najgorsze.


Droga Córko!


Razem z twoją rodzicielką chciałbym Ci złożyć gratulację. Byliśmy mile zaskoczeni, gdy Severus poinformował nas, że trafiłaś do domu Salazara Slytherina. (Jakby nie wiedział, że tam trafię) Chcielibyśmy życzyć ci samych najlepszych wyników. (On tak serio? Przecież sam mi mówił dzień przed wyjazdem do Hogwartu, że oczekuje samych wybitnych, by nie zhańbić dobrego mienia rodziny... Jeszcze czego, gdyby w ogóle ktoś szanował jego rodzinę, przecież on jest wrogiem numer 1 dla całego magicznego świata, wszyscy się go boją, wielu go nienawidzi, a on tu wyskakuje o mieniu rodziny...może jeszcze domek pośrodku Londynu wśród mugoli do tego? On wyraźnie sobie ze mnie kpi!) Dodatkowo pragnę cię poinformować, że nie życzę sobie, abyś zadawała się z Gryffonami, to byłoby niestosowne, patrząc na to, że ich nienawidzę, a oni mnie, w tym również Ciebie. Sama pewnie rozumiesz. Przypominam Ci także, że masz się trzymać z paniczem Malfoyem i Zabinim, których poprosiłem, aby Cię pilnowali, dniem i nocą (bez żadnych podtekstów. To ma być tylko jako Twoja ochrona, zero romansów!) (Już widzę jak on ich prosi o moją ochronę. Pewnie na dzień dobry pokazał im jakieś zwłoki i powiedział, że jeśli nie będą się mną opiekować to następnym razem ich rodzice zobaczą zwłoki swoich jedynych dzieci, też mi coś!) Na koniec powierzam Ci zadanie. Do przerwy bożonarodzeniowej masz znaleźć i przynieść dla mnie pewną pamiątkę. Mianowicie Puchar Zeusa, który bardzo się przyczyni do mojego zwycięstwa. Jest on wielkości zwykłej szklanki. Nie posiadam szczegółowych danych o jego wyglądzie ze względu na to, iż od setek lat jest uznany za zaginiony, jego ostatnim właścicielem był sam Salazar. Gdy napijesz się z pucharu twoja magiczna moc podwaja się, dając ci niewyobrażalnie dużo mocy. Więcej nie Ci wyjawić.

Z wyrazami szacunku


Tom Marvolo Riddle

1 komentarz:

  1. Jej! Supi ten rozdział ;) A szczególnie mnie ciekawi to zadanie od Voldemorta :*
    Ron trochę przesadził, bo w końcu, nazwisko sprawiło, że przestał ją lubić... Co z niego za przyjaciel...:(
    W każdym razie rozdział super i lecę komentować dalej xD
    Zaczarowana <3

    OdpowiedzUsuń

CZYTASZ=KOMENTUJESZ!